Wpisz aby wyszukać

Nasza biblioteka

Maryjna pełnia życia i świętości w Bogu – ks. dr hab. Janusz Królikowski

Udostępnij

Objawienia fatimskie były już przedmiotem wielu analiz teologicznych, w których starano się ukazać ich sens, podkreślić przesłanie oraz wydobyć jego aktualność. Wydaje się, że powiedzieć coś nowego w tej materii jest rzeczą bardzo trudną. Gdy siostra Łucja dos Santos w swoich wspomnieniach mówi o Fatimie, otrzymujemy najbardziej autentyczne i wiarygodne informacje na temat objawień. Z tego względu warto ciągle na nowo ich słuchać i analizować je, mając na względzie przyjęcie i osobiste przeżycie przesłania fatimskiego. W prezentowanych w poniższej pracy refleksjach o charakterze teologicznym nie zamierzamy więc proponować jakichś nowych interpretacji, ale odnosząc się do zasadniczej treści orędzia przekazanej przez siostrę Łucję, postaramy się scharakteryzować jego związek z Objawieniem Bożym. Pragniemy tym samym pokazać aktualność przesłania pozostawionego przez Piękną Panią dla nas w sto lat po wydarzeniach, jakie miały miejsce w Fatimie, a których pierwszymi i bezpośrednimi uczestnikami stały się portugalskie dzieci: Franciszek i Hiacynta Marto, dzisiaj już włączeni w poczet błogosławionych Kościoła, i Łucja dos Santos.
Dzieje objawień fatimskich mają oczywiście swój dalszy ciąg zarówno w samej Fatimie, jak i poza nią – stały się bowiem dziedzictwem całego Kościoła. Mówiąc o nich, zawsze trzeba mieć w pamięci także „dzieje skutków” przez nie wywołanych, ponieważ pokazują one, a właściwie potwierdzają ich autentyzm i pozwalają pogłębić ich właściwą wymowę. Trzeba mieć przede wszystkim na uwadze to, w jaki sposób odnieśli się do nich kolejni papieże, którzy zarówno osobiście uwzględniali je w swoim posłannictwie, jak również przekazali ich treść wszystkim wierzącym. Uwzględnienie tego faktu jest ważne z punktu widzenia Kościoła. Często mówi się, że objawienia prywatne nie należą wprost do depozytu wiary, dlatego każdy ma wolność w ich przyjęciu. Jest to sąd dalece uproszony. Doniosłość objawień prywatnych zależy od nauczania Kościoła. Z tego też względu ich przyjęcie uwarunkowane jest znaczeniem, jakie w nim zyskały. Objawienia fatimskie i ich przesłanie mają niezwykle wysoką rangę, dlatego ich akceptacja i uwzględnienie w naszej wierze musi jej odpowiadać.
Objawienia fatimskie pozostają ważnym głosem profetyczno-apokaliptycznym, który słusznie wciąż mocno rozlega się w Kościele i powinien zabrzmieć jeszcze intensywniej, gdy przeżywamy stulecie zjawienia się Maryi w małej, portugalskiej wiosce. Jest to wielki znak dany przez Boga za pośrednictwem Niepokalanej Madonny Kościołowi, ale także całej ludzkości naszych czasów. Być może pod pewnymi względami orędzie wynikające z objawień fatimskich przekazuje nam dzisiaj dużo więcej, niż miało do powiedzenia sto lat temu. Wynika to z podstawowego faktu – wiele z tego, o czym mówią objawienia, zwłaszcza ich „trzy tajemnice”, spełniło się niemal na naszych oczach. Przyniosły one również wiele pozytywnych skutków, których nie można bagatelizować. Pamiętamy słowa samego Chrystusa: „Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7, 16). Następstwa objawień fatimskich w sensie ewangelicznym są pieczęcią ich autentyczności, dlatego też ich przesłanie zyskuje wyraźnie na profetycznej wymowie.

Religijny sens Fatimy

Chcąc „głębiej wejść” w przesłanie objawień fatimskich, zacznijmy naszą refleksję od próby odczytania „znaku”, który towarzyszył pierwszemu ukazaniu się Maryi dzieciom fatimskim. W swoich wspomnieniach siostra Łucja relacjonuje, że Matka Boża rozłożyła przed nimi ręce, z których wychodził blask, wywołując na dzieciach zaskakujące wrażenie: „To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi naszej duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle”.
Wymowa tego znaku wskazuje na sens objawień fatimskich, a także na naturę zjawień prywatnych, zarówno Maryjnych, jak i innych, których przecież w Kościele było bardzo dużo, nawet jeśli nie wszystkie zostały oficjalnie zatwierdzone. Zawsze można je widzieć jako specyficzny znak czasu i pewne przesłanie eklezjalne. Ten gest rozłożonych rąk, znany i bliski każdej osobie, oznacza przede wszystkim przychylność i wyjście naprzeciw. Przez Maryję w Fatimie Bóg uczynił to, czego dokonuje począwszy od powołania Abrahama, to znaczy, jeszcze raz okazał człowiekowi swoją bezwarunkową przychylność. Wyszedł mu naprzeciw ze swoją obietnicą zbawczą, szukając go i jeszcze raz zachęcając do podjęcia wędrówki, której finałem będzie spotkanie z Jego darem zbawczym, owocującym w końcu życiem wiecznym. Bóg od samego stworzenia jest bliski i przychylny ludziom, mimo iż dopuszczają się oni odstępstw i odrzucają ofiarowany im dar Boży, wybierając swoje własne drogi. Do obrazu Stwórcy, w którego wierzymy, nierozdzielnie należy to wychodzenie naprzeciw człowiekowi, to ingerowanie w ludzkie dzieje, aby w nich, w ich konkretności i we właściwym dla nich biegu, dokonywać wielkiego dzieła zbawienia, czyli prowadzenia człowieka do siebie. „Bóg, który zamieszkuje światłość niedostępną”, jak mówi św. Paweł (1 Tm 6, 16), chce człowieka uczynić uczestnikiem tej uszczęśliwiającej i zachwycającej światłości i dlatego w różny sposób pozwala mu jej doświadczyć.
Blask promieniujący z rąk Maryi, ale i z całej Jej postaci, a także fatimski „cud słońca”, pozostają więc w bezpośredniej ciągłości z tym światłem, które ma swoje źródło w Bogu, począwszy od tego momentu, gdy powiedział On w akcie stworzenia: „Niech się stanie światłość” i „oddzielił ją od ciemności” (Rdz 1, 3). Każda interwencja zbawcza w świecie, podjęta przez Najwyższego Stwórcę na rzecz człowieka, jest w pewnym sensie kontynuowaniem tego pierwotnego błysku światła oraz symbolicznie nawiązuje do pierwszego rozdzielenia światła i ciemności. Jest ona mocniejsza i wymowniejsza, gdy zmierza do tego, by oddzielić ciemność grzechu od światła świętości i łaski, czyli kiedy ma na celu zwrócenie uwagi na tajemnicę ostateczną – tajemnicę Boga żywego tryumfującego nad dziejami. W niej nastąpi całkowite wypełnienie dziejów ludzkości i świata, gdy wszystko zostanie ostatecznie przeniknięte Boskim światłem, które będzie trwać na wieki. Nie przypadkiem więc światło w Piśmie Świętym jest metaforą zbawienia, chwały, majestatu Bożego oraz daru życia wiecznego przeznaczonego dla człowieka. W tym też duchu modlimy się za zmarłych: „A światłość wiekuista niechaj im świeci”.
Objawienia fatimskie, sytuując się na linii objawiającego i zbawiającego działania Bożego, w ścisłej łączności z każdym dziełem Przedwiecznego Stwórcy w świecie, mają w najwyższym stopniu odniesienie do człowieka, co znaczy, że zostały one dane dzieciom fatimskim ze względu na zbawienie ludzi. Brzmi w nich w jakiś odnowiony sposób to, co zostało zapisane w Pierwszym liście św. Piotra: „Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym” (1 P 1, 5) – ono jest „celem wiary” (1 P 1, 9). W kolejnych „odsłonach” objawień fatimskich, bez względu na to, czy będą to słowa Maryi, wizje dzieci, czy znaki chwytane przez innych świadków, widzimy coraz wyraźniej, że ich właściwym celem jest człowiek współczesny i jego wieczne zbawienie. Należy wyraźnie zaznaczyć, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4). Stwórca nie straszy człowieka, nie zaspokaja ludzkiej ciekawości, nie zamierza arbitralnie podkreślać swojego pierwszeństwa, nie ma na względzie tylko siebie samego i swego panowania. Objawiający się Pan jest w najwyższym stopniu Bogiem dla człowieka. Pragnie go obdarzyć wspólnotą z sobą w życiu doczesnym, a potem, w sposób dopełniający i przewyższający ziemską drogę poznania, przez wiarę w życiu wiecznym. Tę wzniosłą prawdę potwierdza nasze wyznanie wiary, gdy ukazuje wszelkie czyny Boże jako działanie „dla nas i dla naszego zbawienia”. Dlatego też Stwórca, objawiając się ludziom, pozwala poznać siebie, ale zawsze w taki sposób, że człowiek dzięki tej wiedzy dochodzi do coraz głębszego zrozumienia siebie samego. Każde światło, które promieniuje z tajemnicy Boga, równocześnie pada na ludzi. W konstytucji duszpasterskiej o Kościele Gaudium et spes II Sobór Watykański naucza: „W istocie misterium człowieka wyjaśnia się prawdziwie jedynie w misterium Słowa Wcielonego” (nr 22).
W objawieniach fatimskich odnajdziemy potwierdzenie opisanej tutaj prawidłowości – za ich pośrednictwem możemy bowiem lepiej poznać siebie i naszą drogę przez życie. Bardzo dobrze wyraziła to Łucja w przytoczonych wyżej słowach. Blask promieniujący z Maryi, będący światłem Bożym, dał dzieciom fatimskim poznanie siebie. Zobaczyły siebie „wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle”. Gdy czytamy uważnie treść objawień fatimskich, z łatwością widzimy, że nie są one wizjami, które dawałyby nam jakąś dodatkową wiedzę na temat Boga czy też Maryi. Nie wnoszą niczego nowego do tego poznania Ojca Niebieskiego, którego On już łaskawie udzielił w ciągu dziejów zbawienia. Są tylko przypomnieniem niektórych elementów tego jedynego i pełnego Objawienia Bożego, jakie na początku XX wieku okazały się potrzebne, aby człowiek gubiący właściwe rozumienie samego siebie na nowo odkrył najbardziej zasadnicze prawdy dotyczące swego życia i przeznaczenia.
Światło Boże promieniujące z rąk Maryi i Ona sama, która została nim już ostatecznie przeniknięta w wiecznej chwale Bożej, jest blaskiem poznania. Bóg zechciał łaskawie udzielić go dzieciom fatimskim, a za ich pośrednictwem wszystkim ludziom, aby we właściwej perspektywie ujrzeli siebie i swoje postępowanie, w którym wyrażają to, kim są i ostatecznie chcą być. Nie jest to więc drugorzędna sprawa, nie można jej dowolnie przyjąć lub odrzucić. Trzeba stanąć przed objawieniami fatimskimi jako zwierciadłem naszego życia, które potrzebuje rozeznania duchowego opartego na poznaniu siebie dokonanym w świetle Bożym. Postać Maryi odgrywa w nim kluczową rolę. Jest Ona doskonałym obrazem tego, czego może dokonać w człowieku przyjęcie Bożego światła, źródła prawdy i łaski. Święty Tomasz z Akwinu podkreślił w swoich rozważaniach nad tajemnicą łaski Bożej, że „łaska czyni pięknym”. Piękno Maryi z jej pełni wyrastające (por. Łk 1, 28) odzwierciedla się w najwyższym stopniu w Niepokalanym Sercu. Zagadnienie to stanowi niewątpliwie najbardziej oryginalną treść objawień fatimskich. Jest ono obrazem tego, co może osiągnąć człowiek obdarowany „nowym życiem” (Rz 6, 4), ten, który „ponownie narodził się z Ducha Świętego” (J 3, 5). Ukazuje, do czego dojdzie odrodzony człowiek, jeśli w pełni żyje tą nowością, którą stanowi sam Jezus Chrystus.
Usiłując nieco pełniej odczytać sens objawień fatimskich, trzeba także spojrzeć na dzieci fatimskie, czyli tych „widzących”, do których Bóg zwrócił się za pośrednictwem Maryi, oświetlając je przez Nią swoim światłem. Uwagi te mogą dotyczyć wszystkich osób doznających podobnych doświadczeń. Wydaje się, że najlepiej pasuje do nich teologiczne pojęcie charyzmatyków, a same objawienia są dla nich charyzmatem. W konstytucji Lumen gentium II Sobór Watykański definiuje charyzmat jako „specjalną łaskę”, która uzdalnia do podjęcia „dzieł lub funkcji mających na celu odnowę i dalszą, skuteczną rozbudowę Kościoła” (nr 12). Nie ulega wątpliwości, że w objawieniach, które stały się udziałem dzieci fatimskich, mamy do czynienia ze „specjalną łaską”, a jej źródło jest w samym Bogu i w Jego zbawczym działaniu. Ma w nich miejsce, jak już wspomnieliśmy, wyjątkowa interwencja Boga, który przez konkretnych, wybranych ludzi zwraca się do innych ze swoim przesłaniem. Wszystkie okoliczności, wizje i doświadczenia, jakie poznajemy za pośrednictwem relacji przekazanych przez siostrę Łucję, dają nam wgląd w niezwykłość wydarzeń fatimskich, a za ich pośrednictwem także w zawarty w nich wymiar łaski, czyli obecności samego Boga, który żyje i swoją mocą oddziałuje na ludzi i na świat.
W przyjęciu przez dzieci fatimskie doznanych objawień jest zawarty także drugi element soborowej definicji charyzmatu, a mianowicie po wieku doświadczeń kościelnych wiemy, że w wyjątkowy sposób przyczyniły się one do odnowy i rozbudowy Kościoła. Nie da się zrozumieć Kościoła XX wieku i posługi kolejnych papieży, zaczynając od Benedykta XV, w czasie którego pontyfikatu (1914-1922) miały miejsce objawienia, zwłaszcza jego zaangażowania w przywrócenie pokoju na świecie, a kończąc na Franciszku. Nie możemy zapominać o roli, jaką w ich posłudze odgrywają objawiania fatimskie, pomijać refleksji nad tym, w jaki sposób zainspirowały one wiele działań, począwszy od II Soboru Watykańskiego, i jak kształtują nauczanie kościelne, nawet jeśli wprost nie mówi się w nim o objawieniach z Fatimy. Ich wymiar odnawiający jest wyraźnie widoczny, gdy patrzymy także na inne dziedziny życia Kościoła. Apostolat prowadzony w duchu fatimskim przynosi bogate owoce w konkretnych osobach i wspólnotach ludzkich, ukazując nowość życia wiary i uczestnictwa w misji Kościoła.
Jeśli więc patrzymy całościowo na sens objawień fatimskich, musimy stwierdzić, że jest w nich wyraźnie obecny wymiar obietnicy danej ludziom przez samego Boga. Owszem, są w tych wizjach momenty apokaliptycznej grozy, której zresztą nie brakuje w nauczaniu samego Chrystusa, ale ostateczne ich główne przesłanie znajdziemy syntetycznie zawarte w pierwszej wypowiedzi Maryi skierowanej do dzieci fatimskich: „Nie bójcie się”. Stanowi ona jakby echo słów Anioła powiedzianych do Matki Bożej w czasie zwiastowania: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30). Stwórca, wychodząc naprzeciw człowiekowi za pośrednictwem Niepokalanej, zawsze niesie ze sobą pokój i ocalenie, dlatego też i w objawieniach fatimskich trzeba uznać wymiar przychylnej dla człowieka obietnicy Bożej za ich właściwy klucz interpretacyjny. Skoro, jak powiedzieliśmy, chodzi w nich o człowieka, to orędzie fatimskie ma na celu jego ocalenie, a nie pognębienie i napełnienie go strachem. Codziennie obserwujemy dziwne i niepokojące zjawiska, których sprawcą jest człowiek zapominający o Bogu, a nawet z Nim walczący, ale Ojciec Niebieski w swojej wszechmocy jest większy od mnożącego się na świecie zła i może je odwrócić, jeśli znajdą się ludzie, którzy przyjmą Jego sposób działania. Ostatecznie widzimy, że w objawieniach fatimskich taki model życia – kształtowany na wzór ewangeliczny – został zarysowany w tym, co dla niego najbardziej istotne i co może w najwyższym stopniu przemieniać człowieka i jego dzieje.

Grzech i nawrócenie

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pierwszym pojęciem, które dochodzi do głosu w objawieniach fatimskich, jest słowo grzech. Już w czasie pierwszego, majowego zjawienia się Maryi staje ono w centrum przesłania, które kieruje Ona do dzieci: „Czy chcecie ofiarować się Bogu na przyjęcie ochotnym sercem wszelkich doświadczeń, jakie spodoba się Bogu na was zesłać, aby wynagrodzić za grzechy, jakimi Go ludzie obrażają oraz na wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu za zniewagi, jakimi jest obrażane?”.
Sytuacja egzystencjalna człowieka, począwszy od upadku w raju, jest nieustannie naznaczona grzesznością, która konkretyzuje się potem w grzechach osobistych. Stanowią one w każdym człowieku mroczną rzeczywistość, przekładającą się następnie na rzeczywistość dziejową, poddając ludzkość panowaniu grzechu. Współcześnie widzimy ponadto, że przewinienia osobiste i nasze upadki są w stanie doprowadzić do powstania tego, co zostało trafnie nazwane „strukturami zła”. Jest to sytuacja, w której grzech przybiera postać niemal „instytucji” zewnętrznej, podporządkowującej sobie człowieka, nie pozwalającej mu korzystać z jego wolności. Pismo Święte od samego początku demaskuje tragizm ludzkiego grzechu, pokazując zarówno jego konkretne przykłady i destrukcyjne skutki, jakie pozostawia on w konkretnej osobie, jak i wskazując na jego społeczne, kulturowe, a nawet kosmiczne konsekwencje. Grzech tak bardzo wszedł w rzeczywistość codzienną, że świat został nim wewnętrznie naznaczony, ponieważ człowiek nie chce nad nim zapanować przez opowiedzenie się po stronie dobra. Jakże wymowne są słowa Boże z opowieści o Kainie i Ablu: „[…] jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4, 7).
O grzechu na podstawie Objawienia Bożego można powiedzieć rzeczywiście dużo. Słowo Boże, które nie boi się niczego, nawet najtrudniejszego pytania, największego wyzwania i najbardziej mrocznej rzeczywistości, mówi nam o nim wyjątkowo dużo, poucza o jego przyczynach i skutkach, o jego sile, ale ostatecznie także o jego słabości. Właściwe zrozumienie człowieka wymaga realistycznego odczytania tych wypowiedzi nawet przez tych, którzy nie uznają się za wierzących. Pismo Święte jest ostatnią księgą, w której powiedziano coś znaczącego w tej kwestii. W tym miejscu możemy tylko dokonać syntezy nauczania biblijnego na temat grzechu, a streszczają je właściwie dwa słowa: obraza Boga. Tak został również zdefiniowany grzech w najważniejszych wypowiedziach Kościoła, tak opisuje go Sobór Trydencki w nauczaniu o usprawiedliwieniu grzesznika i II Sobór Watykański w swoich dokumentach. Katechizm Kościoła katolickiego podsumowuje to nauczanie w słowach: „Grzech jest obrazą Boga: »Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą« (Ps 51, 6). Grzech przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca. Jest on, podobnie jak grzech pierworodny, nieposłuszeństwem, buntem przeciw Bogu spowodowanym chęcią stania się »jak Bóg« przez poznawanie i określanie dobra i zła (Rdz 3, 5). Grzech jest wiec »miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga« (św. Augustyn). Wskutek tego pysznego wywyższania samego siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, które przyniosło zbawienie” (nr 1850).
Na podstawie wielości wypowiedzi biblijnych na temat grzechu wyłania się jako podstawowa prawda stwierdzenie, że jest on aktem, przez który człowiek zawsze pierwszorzędnie i bezpośrednio zwraca się przeciw Bogu. Opowiada się przeciw Jego majestatowi i Jego świętości, a także przeciw Jego wychodzeniu z udzielającą się miłością w stosunku do człowieka, który został stworzony na obraz Boży. Grzesząc, odrzucamy to, kim Bóg jest w sobie, i to, kim jest dla człowieka i w człowieku, który już Go przyjął w sakramencie chrztu. Przez grzech człowiek kwestionuje boskość Boga i to, że był przez Niego wprost chciany. Podważa, iż to od Niego wyszedł w całej swojej fizjonomii cielesno-duchowej i w swojej niezrównanej godności oraz ostatecznie do Niego zmierza. Zapomina, że wyraża się w czynach, które powinny odpowiadać jego szczególnemu pochodzeniu i jego godności oraz wszystkim darom, którymi Bóg nieustannie go obdarza. Wśród nich pierwszorzędnym pozostaje dar zbawienia, potwierdzający najbardziej wymownie, że Bóg jest miłością i tę miłość zupełnie za darmo okazuje człowiekowi. Ostateczną syntezą tego umiłowania jest krzyż Jezusa Chrystusa. Z tej racji grzech odrzuca go i wysłużony na nim dar zbawczej łaski.
Grzech jest obrazą Boga, ponieważ kwestionuje absolutne pierwszeństwo i prymat Stwórcy w stosunku do ludzi i świata, stawiając w centrum wolę człowieka, zwłaszcza w kwestii decydowania o tym, co dobre i co złe, a tym samym poddając go panowaniu pychy. Ona jest „początkiem wszelkich grzechów”, jak stwierdzała dawna wersja Pisma Świętego, zwana Wulgatą (Syr 10, 15). Efektem tego zburzenia podstawowego porządku w relacjach człowieka z Bogiem, nazywanego słusznie przez klasyczną teologię „porządkiem rozumu” i „porządkiem miłości”, jest nie tylko naruszenie pewnych ogólnych zasad, ale przede wszystkim pogłębiająca się w wyniku korupcji postępowania ludzkiego destrukcja, wrogość, bunt, anarchia, które najpierw boleśnie dotykają drugiego człowieka, a potem zwracają się przeciw samemu Bogu. Grzesznik poddany tej korupcji w końcu skazany jest na unicestwienie, jak naucza II Sobór Watykański w konstytucji Gaudium et spes: „Stworzenie bowiem bez Stwórcy ginie” (nr 36). W skrajnym przypadku, gdy grzech zdominuje człowieka i doprowadzi go do etycznej i duchowej ślepoty, rodzi w nim absurdalną pokusę i idące za nią równie niedorzeczne dążenie do zabicia samego Boga. Teologia od dawna już wykazała, że taki mechanizm jest wpisany w ludzką grzeszność, jeśli nie będzie ona naznaczona dążeniem do nawrócenia i pokutą.
Z tego też względu zauważamy w objawieniach fatimskich drugi, stały i mocno uwypuklony wątek, a mianowicie wezwanie do nawrócenia i pokuty. Biblijne i kościelne orędzie na temat ludzkiego grzechu jest w gruncie rzeczy dobrą nowiną. Dzieje się tak, ponieważ grzech nie stanowi ostatniego słowa wypowiedzianego nad ludzkim losem. Słowem zdecydowanie otwierającym przed człowiekiem całkowicie nową perspektywę i budzącym wyjątkową nadzieję jest wezwanie: „Nawróćcie się!”, które rozbrzmiewa w całym Starym Testamencie, zwłaszcza na ustach proroków, a potem otwiera i coraz wyraźniej kształtuje misję zbawczą Chrystusa. Prorok Izajasz woła z naciskiem w imieniu Boga: „Pamiętajcie o tym i okryjcie się wstydem. Grzesznicy, nawróćcie się w sercu!” (Iz 46, 8). Racją tego nawrócenia jest po prostu sam Bóg, dlatego prorok wkłada w Jego usta słowa: „Tak, Ja jestem Bogiem, i nie ma innego, Bogiem, i nie ma takiego jak Ja” (Iz 46, 9). Przypomnienie tego apelu nabiera ważności między innymi z tego powodu, że pozwala on w połączeniu z wołaniem Maryi o nawrócenie, które rozlega się w Fatimie, widzieć Ją jako Prorokinię w czasie Kościoła, na co zresztą zwracali już uwagę Ojcowie Kościoła, stosując w odniesieniu do Niej ten tytuł.
Kluczową sprawą pozostaje dla nas to, że wezwanie: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4, 17) wpisuje się w początek misji Chrystusa i stanowi potem jej wątek przewodni, stale ubogacany nauczaniem o sposobach urzeczywistniania nawrócenia i o jego sile przekształcającej człowieka oraz świat. Męka Jezusa i Jego krzyż są lekcją cnót, pokazującą drogę formacyjną, na której następuje właściwe odrodzenie się chrześcijanina. Nawoływanie do powrotu na ścieżkę wiary zostaje podjęte przez apostołów i jest stale kontynuowane w Kościele jako wezwanie do największego i najważniejszego dzieła, do którego Chrystus uzdolnił człowieka przez swój krzyż i zmartwychwstanie. Ojcowie Kościoła często powracali do sugestywnego stwierdzenia: „Człowiek, który się nawraca, jest większy od tego, który wskrzesza umarłych”. Mieli na względzie to, że wskrzeszenie jest w stanie przywrócić człowiekowi istnienie tylko na pewien czas, bo ostatecznie i tak śmierć go dotknie, natomiast nawrócenie jest źródłem owocnego bytowania na ziemi i szczęśliwego życia w wiecznego.
Człowiek nie jest więc ślepo zdany na łaskę i niełaskę zła, ale może i powinien realnie mu się przeciwstawiać, zaczynając to wielkie dzieło od siebie samego. „Ty masz nad nim panować” – mówił Bóg już do Kaina (Rdz 4, 7). Kolejne wołania Kościoła o nawrócenie są kontynuacją tego Bożego głosu, którego echo znajdziemy także w fatimskim apelu Maryi oraz wezwaniach do wierności orędziu pozostawionemu przez Piękną Panią i do jego głoszenia.
Gdy analizujemy orędzie fatimskie, może pojawić się pytanie, dlaczego trzeba było, aby właśnie Maryja została w pewnym sensie włączona w to nieustanne wołanie Kościoła o nawrócenie. Na pewno nasilenie się groźnych przejawów zła, które miało miejsce na początku XX wieku, nie było obojętne dla tego faktu. Pierwsza wojna światowa, pełna absurdu i niesłychanej niegodziwości, agresywna zmowa masonerii przeciw Kościołowi, ateizm podniesiony do rangi mody, tworzącej nowy styl życia, zbliżająca się rewolucja bolszewicka ze swoim nastawieniem na zabicie Boga i wyeliminowanie Jego obecności przez zniszczenie wszelkiego porządku moralnego – zjawiska te i wydarzenia dowodzą, że to, co nazwaliśmy strukturami zła, które wcześniej mimo wszystko nie dawały znać o sobie w takim stopniu, domagało się nadzwyczajnej interwencji Bożej. Za jej sprawą ludzie zostali sugestywnie ostrzeżeni przed eskalowaniem się zła. Warto przypomnieć, że papież Pius XII w swoim akcie poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał 31 października 1942 roku, nazwał tę nową sytuację świata po prostu „neopogaństwem”.
Można tę wielką sprawę wołania o nawrócenie widzieć także w perspektywie ściśle Maryjnej. Pozwalając objawić się Maryi, Bóg ukazuje człowiekowi na nowo, w Niej i przez Nią wielkość nowego życia, którego On sam jest źródłem, a które osiągnęło swoją najpełniejszą dojrzałość właśnie w Matce Bożej. Z tego względu zjawienie się Maryi jest związane z Jej Niepokalanym Sercem, będącym obrazem nowości życia w Jezusie Chrystusie. Niepokalaność oznacza wolność od grzechu. Począwszy od chwili poczęcia, powinniśmy być całkowicie dla Boga i żyć Jego życiem, czyli „pełnią wiary”, jak lapidarnie stwierdził św. Augustyn w odniesieniu do postawy Maryi w stosunku do Boga. W sercu zaś dokonuje się osobowe zespolenie posłuszeństwa wiary i łaski udzielonej przez Boga. Niepokalane Serce Maryi jest więc „miejscem” najwznioślejszej syntezy duchowej, która wyznacza autentyczny kierunek życia ludzkiego oraz ukazuje jego uporządkowującą rolę w wymiarze społecznym i kościelnym. Nie neopogaństwo, ale nowe prawo przyniesione przez Jezusa Chrystusa jest przyszłością człowieka i świata.
Odwołując się do zarysowanego tutaj znaczenia, można powiedzieć, że Niepokalane Serce Maryi w symboliczny sposób wyraża wołania o nawrócenie i jest jakby nowym językiem, którym sam Bóg zechciał przedstawić to swoje podstawowe wezwanie kierowane do człowieka. Chodzi zatem w tym symbolu i jego przesłaniu o zwrócenie uwagi na zawarte w nim „roszczenie”. Piękno, wzniosłość i poruszające drgnienia Niepokalanego Serca Maryi są wezwaniem apelującym do ludzkiej wrażliwości, aby ją pobudzić w momencie niebezpiecznego nasilenia się racjonalizmu. Nurt ten, cechujący się wyraźną bezdusznością, nie odwołuje się do poziomu serca ludzkiego, z którego to wyrasta podjęcie dzieła nawrócenia decydujące o „jakości” życia. Nie można zapominać, że mimo wszystko człowiek ciągle pozostaje wrażliwy na obraz Serca Fatimskiej Madonny i na jego ujmujące łagodnością i pięknem wołanie. Serce wciąż mówi do serca – Niepokalane Serce Maryi zwraca się do serca ludzkiego, wywołując jego poruszenie i zwracając je we właściwym kierunku. Im trudniejsze czasy i im bardziej agresywne zło jest w nich obecne, tym bardziej z chrześcijańskiego punktu widzenia potrzeba odwoływać się do mowy serca i do jego delikatności. Do takiego stawiania sprawy inspiruje nas sam Chrystus, który wobec krzyczącego zła nacierającego na niego w czasie Jego męki i śmierci pozostał „łagodny i pokorny sercem” (por. Mt 11, 29).

Pokuta i wynagrodzenie

„Pokuta. Pokuta. Pokuta!” – to wezwanie przychodzące od Boga, które z naciskiem zostało podkreślone w trzeciej tajemnicy fatimskiej. To dramatyczne wezwanie Anioła skierowane do dzieci fatimskich 13 lipca 1917 roku stanowi jakby rozwinięcie i skonkretyzowanie wołania o zajęcie odpowiedniego stanowiska wobec grzechu. Nawrócenie konkretyzuje się w pokucie, która ma w Kościele podwójną formę wyrazu. Na początku, gdy o niej mówimy, mamy na myśli pokutę sakramentalną, czyli spowiedź. Chrześcijanin nawraca się, jeśli przystępuje do spowiedzi. Nie ma innego, wyraźniejszego znaku nawrócenia i zajęcia właściwego stanowiska duchowego wobec swojego grzechu niż poddanie go temu osądowi, którego dokonał najpierw sam Chrystus na krzyżu, a który w czasie Kościoła przedłuża się w sakramencie pokuty i pojednania. Spowiedź jest wyrażeniem i potwierdzeniem autentyczności nawrócenia podjętego w sercu i woli, będącego odpowiedzią na wydarzenie zbawczej śmierci Chrystusa na krzyżu.
Wiele można powiedzieć o religijnym i duchowym znaczeniu pokuty sakramentalnej. W tym miejscu niech wystarczy stwierdzenie, że w najbardziej jednoznaczny sposób ukazuje ona moc krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. Chrześcijanin pokutujący wyznaje, że już nie grzech, ale łaska Boża jest właściwą zasadą życia ludzkiego. Sprawia ona, że życie okazuje się być silniejsze od śmierci. Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie stał się „zwycięzcą śmierci, piekła i szatana”, a to zwycięstwo zostało dane do dyspozycji człowiekowi, aby przynosiło w nim owoce nowego życia. Spowiedź nie stanowi więc tylko „analitycznego” badania siebie i krytycznego odniesienia się do swoich czynów, ale polega na nowym i ponownym zaufaniu w zwycięską łaskę Bożą, która nieustannie czeka na człowieka pokutującego. Jest ona również odniesieniem do Niepokalanego Serca Maryi, przenikniętego zwycięską łaską Bożą od chwili poczęcia i manifestującego jej moc w całym życiu Przenajświętszej Madonny i w osiągniętej przez Nią chwale nieba.
Mówiąc o pokucie sakramentalnej i o leczącej mocy łaski Bożej, która przez nią jest udzielana człowiekowi, trzeba pamiętać o jej odnawiającej mocy i o uzdolnianiu przez nią do nowego życia w świecie. Św. Tomasz z Akwinu, omawiając znaczenie łaski w życiu człowieka, mówi po prostu, że „łaska jest po to, aby jej używać”. Chrześcijanin autentycznie pokutujący wchodzi na nową drogę życia, drogę świętości, promieniuje czynami, które mają znaczenie odradzające dla wszystkich. Przemieniając w ten sposób siebie, człowiek dokonuje odnowy świata.
Oprócz pokuty sakramentalnej tradycja chrześcijańska mówi o cnocie pokuty, podkreślając w ten sposób, że ze względu na niebezpieczeństwo grzechu osobistego i grzechy, którymi Bóg jest nieustannie obrażany przez ludzi, całemu życiu powinno się nadać wymiar pokutny. Należy przede wszystkim wszelkie bolesne i przykre doświadczenia traktować jako okazję do wyrażenia tego pokutnego stylu życia. W sensie pozytywnym powinno się kłaść nacisk na uczynki, które wprost mogą być wyrazem takiego modelu życia, a więc na post, jałmużnę i modlitwę. Są one kluczowe w tradycji chrześcijańskiej, ponieważ za ich pośrednictwem wierzący uporządkowuje swoje relacje w stosunku do świata materialnego, do innych ludzi i do samego Boga, a w ten sposób postępuje na drodze duchowej dojrzałości. Przez wyrzeczenie się pokarmu, ale także innych dóbr materialnych, człowiek wznosi się „ponad” świat doczesny, który go otacza, a jednocześnie staje się dla niego pokusą. Przez jałmużnę, czyli dzielenie się dobrami materialnymi i duchowymi z innymi, chrześcijanin uporządkowuje swoje relacje z bliźnimi, traktując ich jako równych sobie, jako mających takie same potrzeby i takie samo przeznaczenie. Przez modlitwę człowiek wciąż na nowo uświadamia sobie, że ponad nim znajduje się Bóg, że On jest pierwszy i nieusuwalny z horyzontu ludzkiego życia. Nawet najmniejsze gesty pokutne mają wielki sens, ponieważ wprowadzają one porządek w życie i formują właściwe relacje, których utrzymywanie w harmonijnych proporcjach staje się źródłem i miarą autentycznego życia osobistego i społecznego, a także religijnego.
Dzięki właściwemu pojmowaniu aktów pokutnych lepiej rozumiemy znaczenie wynagrodzenia, do którego wzywa Maryja w Fatimie. Trzeba oczywiście zauważyć, że gdy mówimy na ten temat, samo pojęcie wynagrodzenia, jak i inne terminy do niego zbliżone, takie jak: zadośćuczynienie, przebłaganie, ekspiacja, naprawa, a nawet określenie ściśle z nimi związanej ofiary, nie są dzisiaj dobrze widziane, a nawet interpretuje się je jako przejaw starej mentalności jurydycznej, która miała zdominować w pewnym okresie chrześcijańską wizję zbawienia, czyli soteriologię. Obecnie wszystko chce się widzieć w perspektywie miłości, co niewątpliwie jest słuszne, ale często niektóre jej ujęcia rażą swoją naiwnością i banalnością. Zapomina się, że pojęcie miłości zakłada także „porządek”, a jego naruszenie domaga się po prostu naprawy zależnej jakościowo i ilościowo od tego, w jakim stopniu został on naruszony. Męka i śmierć Chrystusa na krzyżu naprawia ład zakłócony przez ludzki grzech, łagodzi wywołany nim gniew Boży i przywraca pokój między Bogiem a człowiekiem. Św. Jan stwierdza jednoznacznie: „W tym przejawiła się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10). Związek między miłością i przebłaganiem za grzech został tutaj wystarczająco wyraźnie podkreślony. Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: „[…] wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez okupienie, które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania dzięki wierze mocą Jego krwi” (Rz 3, 23-25). Także w ujęciu św. Pawła jest więc obecna ścisła zależność między usprawiedliwieniem grzesznika, będącym dziełem miłosierdzia Bożego, a wylaną krwią Chrystusa, za pośrednictwem której zostało dokonane dzieło duchowej naprawy naruszonego porządku w relacjach między Bogiem i człowiekiem.
Wynagrodzenie widziane w takiej perspektywie pozostaje w ścisłej łączności z nawróceniem, pokutą, a zatem także z miłością, która dzięki niemu może się utrwalać, przekraczać siebie, rozwijać i dowodzić, że „jej jedyną miarą jest to, że nie ma miary”, jak stwierdził św. Grzegorz z Nyssy. Warto w tym miejscu przypomnieć nauczanie Soboru Trydenckiego na temat zadośćuczynienia związanego z sakramentem pokuty. Zgodnie z nim uczynki wynagradzające i naprawiające pobudzają do ostrożności i czujności, oddalają od grzechu, leczą jego pozostałości i skłonności do niego, ponieważ wprowadzają na drogę cnoty. Uczynki te są nieodzownym warunkiem skuteczniej modlitwy. Bóg napominał już przez proroka Izajasza: „Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się i oczyśćcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobru, troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!” (Iz 1, 15-17).
Sobór Trydencki w swoim nauczaniu zwraca uwagę, że uczynki wynagradzające, podejmowane w duchu autentycznej pokuty, oddalają karę Bożą, na którą człowiek zasługuje z powodu swoich grzechów. Sobór stwierdza: „W Kościele Bożym żadnej innej drogi [niż droga dzieł pokutnych] nie uważano za bezpieczniejszą w celu oddalenia grożącej od Pana kary”. Jest to przekonanie mające wyraźne uzasadnienie w tradycji biblijnej. Nie może nas więc dziwić, że również w orędziu fatimskim słyszmy z ust Maryi takie samo wezwanie pokazujące drogę wynagradzających uczynków pokutnych jako koniecznego warunku i środka uniknięcia kary za grzechy, zachowania pokoju na świecie i zabezpieczenia pomyślności narodom.
W naszej świadomości chrześcijańskiej z wielu racji, przede wszystkim ze względu na powierzchowne rozumienie grzechu, zagubiliśmy świadomość związku zachodzącego między grzechem i karą, a jeśli tę zależność jeszcze dostrzegamy, to karę za grzechy odnosimy najczęściej do sądu Bożego, który nastąpi na końcu czasu. Z Nowego Testamentu wynika tymczasem w sposób jednoznaczny, że sąd Boży i będąca jego następstwem kara ma charakter także historyczny. Bóg nieustannie, już teraz, w każdej chwili, sądzi czyny ludzkie i dokonuje osądu dziejów. Stwórca w takim karaniu, będącym skutkiem grzechu ludzkiego, nie musi oczywiście działać w sposób bezpośredni; może karać pośrednio, na przykład poprzez skutki grzesznych czynów człowieka. Tradycyjnego przekonania o „biczu Bożym” nie należy rozumieć jako przesądu lub wyniku zabobonnej fantazji, ale jako fakt, nawet jeśli nie potrafimy wprost pokazać, co jest karą za taki czy inny grzech. Prawda ta, wynikająca z biblijnej teologii grzechu, została zbyt mocno zakorzeniona, by ją można było bagatelizować, sądząc, że Bóg, działając w świecie, nie może być jednocześnie jego sędzią. Działanie Boże ma więc zawsze charakter osądzający.
Aby uniknąć możliwych, fatalistycznych interpretacji powyższych stwierdzeń, trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jeden element teologiczny. Kary Bożej w wymiarze doczesnym nie należy rozpatrywać w sposób zawężający, w perspektywie mściwej interwencji Boga, który został obrażony. Trzeba połączyć tę kwestię z tradycyjną teologią miłosierdzia Bożego. Podkreśla ona, że Bóg jest miłosierny nie tylko z tej racji, że odpuszcza grzechy, jak się powszechnie uważa, ale także dlatego, że daje człowiekowi nieprzychylne doświadczenia i pozwala, aby dotknęło go zło w rozmaitych swoich przejawach. Święty Tomasz z Akwinu stwierdza: „Bóg daje ludziom sprawiedliwym tyle dóbr doczesnych, a także doświadczeń zła, ile potrzeba, aby doprowadzić ich do osiągnięcia życia wiecznego”. Jakkolwiek może takie stwierdzenie wywoływać w pierwszej chwili opór, to jednak okazuje się ono w pełni spójne z tradycją biblijną i nauką Kościoła. Bóg pragnie doprowadzić człowieka do zbawienia, dlatego droga krzyża nie tylko jest udziałem Jego Syna, ale przeznaczona została dla każdego człowieka. Nauczanie Chrystusa nie pozostawia co do tego najmniejszej wątpliwości.
Aby przedstawione refleksje na temat pokuty i wynagrodzenia mogły stanowić pewną całość, należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, a mianowicie trzeba je usytuować w perspektywie chrystologicznej. Sobór Trydencki w swoim nauczaniu na temat uczynków pokutnych w ich wymiarze zadośćuczynienia, a więc i wynagrodzenia, podkreśla, że są one podejmowane wprawdzie przez nas, ale swój wzór i swoją moc czerpią z działania zbawczego samego Chrystusa. On dokonał bowiem pierwszego i wystarczającego wynagrodzenia, dlatego w łączności z Nim i z Jego dziełem naprawczym, za Jego pośrednictwem i w Nim samym, nasze uczynki pokutne nabierają charakteru zadośćuczynienia i wynagrodzenia, sytuując się w perspektywie naprawczej i zbawczej. Cała więc nasza moc jest ostatecznie tylko w Chrystusie, a podejmowane wynagrodzenie upodabnia nas do Niego, zwłaszcza do tajemnicy Jego krzyża, w którego znaczenie nas jednocześnie włącza.
Zarysowana tutaj perspektywa uwalnia całą teologię wynagrodzenia od podejrzeń, że jest to jakaś wizja jurydyczna, opierająca się wyłącznie na mnożeniu uczynków zewnętrznych i nadająca im sens analityczny. Jest to tymczasem wizja chrystocentryczna w pełnym tego słowa znaczeniu i jako taka może nabrać, i realnie nabiera, znaczenia mistycznego, kształtując owocnie relacje człowieka z Bogiem. Przyczynia się tym samym do utwierdzenia Bożego porządku w świecie. Z tej też racji może skutecznie oddalać gniew Boży, jak to zrobiła przebłagalna ofiara złożona przez Chrystusa na krzyżu. Za pośrednictwem dzieł wynagradzających wierzący odpowiada duchowo na tajemnicę Chrystusowego krzyża i skutecznie wprowadza ją w swoje życie, czerpiąc z jej mocy zbawczej.

Święte zastępstwo i modlitwa różańcowa

W orędziu Maryi z Fatimy, już na samym jego początku, słyszymy prośbę skierowaną do dzieci o ofiarowanie samych siebie, ich dobrych uczynków i modlitw za grzeszników. Później, w tym samym duchu pojawi się wezwanie do poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi jako warunek nawrócenia tego kraju. Tradycyjna teologia podkreśla, że każdy wierzący jest przede wszystkim efektywnym sprawcą swojego uświęcenia, a tym samym zbawienia. Modlitwa ma przede wszystkim znaczenie dla tego, kto ją podejmuje, podobnie też wygląda kwestia dobrych uczynków, które przynoszą owoce temu, kto je praktykuje. Również tradycyjna teologia zwraca uwagę, że na mocy Bożej życzliwości człowiek może swoimi modlitwami i za pośrednictwem dobrych uczynków wyjednywać dary Boże, a przede wszystkim łaskę zbawienia także dla innych ludzi.
Podstawę dla tego przekonania daje nauczanie o Kościele jako komunii świętych w Ciele Chrystusa. Jesteśmy w nim połączeni ze sobą mistycznymi więzami, które sprawiają, że wszyscy ochrzczeni, a także cała ludzkość, pozostają ze sobą w głębokich relacjach i we wzajemnej zależności. W konstytucji Lumen gentium II Sobór Watykański przypomniał, że Kościół został „ustanowiony przez Chrystusa dla komunii miłości, życia i prawdy” (nr 9). Zakłada ona także możliwości wzajemnego wspierania się i podnoszenia w sytuacji grzechu. Ojcowie Kościoła, aby wyrazić tę prawdę, nazywali go „matką pokutującą”, chcąc w ten sposób podkreślić, że uczynki pokutne w nim podejmowane przyczyniają się do podnoszenia wszystkich grzeszników. Już jeden pokutujący chrześcijanin przyczynia się do duchowego podnoszenia całego Kościoła, a przez niego także całej ludzkości. Ta subtelna idea teologiczna odzwierciedla się także w orędziu fatimskim. Warto to zauważyć tym bardziej, że na początku XX wieku była to myśl, która pozostawała w znacznym stopniu w zapomnieniu, ponieważ dominująca wówczas wizja Kościoła nie uwzględniała w szerszym stopniu mistycznego aspektu jego życia.
Dzisiaj, gdy żyjemy już w okresie odnowionej wrażliwości duchowej i teologicznej, przekonanie o tym, że w Kościele łączy nas wszystkich dogłębna solidarność soteriologiczna nie budzi niczyjej wątpliwości, nawet jeśli pozostaje ona trudna do wyrażenia. Chętnie dzisiaj mówimy, że życie w Kościele ma charakter „zastępczy”, to znaczy taki, który musi wyrażać się świadomością, że od nas zależy zbawienie wielu osób. Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie. Tajemnica „świętego zastępstwa”, możliwego do urzeczywistniania na gruncie wiary, pozostaje nie tylko pewną ewentualnością, ale jawi się jako konieczność, zwłaszcza jeśli uwzględnimy, jak wielu ludzi pogrążyło się grzechu i ozięble traktuje swoją wiarę, narażając na poważne niebezpieczeństwo własne zbawienie. Najprościej mówiąc, jest głęboki sens w tym, aby w naszej modlitwie było wiele wezwań w liczbie mnogiej kierowanych do Boga. Na tym też polega sens dodatku do różańca, którego nauczyła dzieci w Fatimie Maryja: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, wprowadź wszystkie dusze do nieba, zwłaszcza te, które szczególnie potrzebują Twojego miłosierdzia”. W tej złączonej z orędziem fatimskim modlitwie mamy wezwanie do uniwersalnego wstawiennictwa, które obejmuje wszystkich, wszyscy jesteśmy bowiem grzesznikami. Zawiera się w nim odniesienie także do Eucharystii, którą zawsze ofiarowujemy „za wielu”. Tym samym jest ona pierwszą mocą wstawiennictwa, które zakorzenia się w samym Chrystusie żywym i działającym w Kościele.
Z tym świętym „zastępstwem” łączy się ważna idea obecna w tradycyjnej modlitwie maryjnej i stanowiąca jej żywą tkankę. Wierzący już od dłuższego czasu zwracają się do Maryi jako Ucieczki grzeszników oraz Wybawicielki z czyśćca. W tych tytułach wyraża się teologia solidarności Matki Bożej z grzesznikami w organizmie Kościoła, mająca na względzie ich ocalenie i włączenie w krąg zbawionych. Konkretnym przedłużeniem tej idei mariologicznej jest mocne związanie orędzia fatimskiego, a zwłaszcza jego ocalającego przesłania oraz obietnicy ocalenia i zbawienia, z codzienną modlitwą różańcową. W Fatimie Matka Boża powiedziała o sobie: „Jestem Królową Różańca”. Należy więc podkreślić, że Jej orędzie ukazuje modlitwę różańcową w perspektywie modlitwy wstawienniczej kierowanej właśnie do Maryi. Niepokalana Madonna jest tą, która może sprawić, że prośba zanoszona do Boga zostanie wysłuchana, szczególnie błaganie o pokój.
Mówiąc o różańcu jako o modlitwie do Maryi, trzeba zwrócić uwagę na dwie kwestie. Pierwsza z nich związana jest z przejawami dużej nieufności, jakie niejednokrotnie obserwujemy w stosunku do modlitwy kierowanej do Maryi i do świętych. W kulcie świętych podkreśla się prymat wzoru, którego dostarczają oni wiernym w Kościele. Osoby z dystansem i ostrożnością odnoszące się do tej szczególnej czci, jaką otaczani są święci, sądzą, że ich wstawiennictwo ograniczałoby bezpośredniość modlitwy, która powinna być kierowana tylko do Osób Bożych, a także w pewien sposób pomniejszałoby znaczenie indywidualnej więzi z Trójcą Świętą. Podkreślają dodatkowo, że chrześcijanin nie ma żadnego powodu, by nie zwracać się do Boga osobiście, gdy chce coś otrzymać, twierdzą, że wręcz powinien odważnie i podmiotowo stawać w obliczu Stwórcy. Zapomina się jednak, że złota zasada kultu świętych wyrażona w liturgii stwierdza: „Przykład świętych nas pobudza, a ich bratnia modlitwa nas wspomaga, abyśmy osiągnęli pełnię zbawienia”. Po drugie osoby nieufne wobec tego typu modlitwy muszą uwzględnić, że nie chodzi w niej bynajmniej o jakiekolwiek pomniejszanie czy kwestionowanie bezpośredniej relacji z Bogiem. Teologia modlitwy wstawienniczej kierowanej do Maryi i do świętych ma bogate podłoże, które zasługuje przynajmniej na sumaryczne przypomnienie.
Autentyczna i pełna wiary modlitwa wstawiennicza obejmuje dwie zasadnicze składowe. Chrześcijanin, odwołując się do wstawiennictwa świętych, dobrze wie właśnie dzięki ich postawie, że wobec majestatu Bożego pozostaje grzesznikiem, człowiekiem naznaczonym słabościami, a przede wszystkim brakiem pokory. Z tego też względu odwołuje się do wstawiennictwa tych, którzy mogą jego prośbę przedstawić Bogu w jak najczystszy sposób, uwolnioną od wszelkiego egoizmu, co daje większą pewność jej wysłuchania. W modlitwie wstawienniczej uznaje się i wyraża głębokie przekonanie, o którym już wcześniej wspomnieliśmy, a mianowicie że Kościół jest komunią świętych. Wszystkich, pielgrzymów i mieszkańców nieba, łączy solidarność wyrastająca z łaski i przedłużająca się we wspólnym trwaniu na modlitwie przed majestatem Stwórcy. Modlitwa wstawiennicza jest wyznaniem tego ważnego aspektu wiary chrześcijańskiej, sprawiając, że łączące się głosy ziemi i nieba zyskują na religijnej mocy i teologicznym znaczeniu, a tym samym zyskują na skuteczności przed Bogiem.
Zastępczy wymiar życia chrześcijańskiego oraz modlitwy wstawienniczej w orędziu fatimskim pozwala także zrozumieć sens wezwania do poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi oraz towarzyszące temu apelowi zalecenie, aby był to akt kolektywny dokonany w Kościele pod przewodnictwem papieża. Jak wiemy, w okresie objawień fatimskich Rosja ulegała zgubnym hasłom komunizmu, odrzucenia Boga i walki z wierzącymi. Ciągle nie dokonano bilansu tamtych tragicznych wydarzeń, ale wiemy, że ich skutki nie mają sobie równych w dziejach. To poświęcenie miało być aktem opartym na świętym zastępstwie i wstawiennictwie, zmierzającym do zapobieżeniu tragicznym wydarzeniom, które Rosja walcząca z Bogiem miała zgotować światu, chodziło w nim przede wszystkim o modlitwę „w imieniu Kościoła”. Opiera się ona bowiem, jak i kolektywny akt poświęcenia czegoś Bogu, na doświadczeniu wiary jako „wiary Kościoła”, odznacza się szczególną skutecznością, wynikającą z mocy duchowej całego Kościoła. Czerpie ze skarbca duchowych zasług, który dał swoim wiernym do dyspozycji Chrystus przez swoją mękę i śmierć, a także tych wysłużonych w ciągu wieków przez świętych.
Wielkość wolności
Nasze refleksje nad objawieniami fatimskimi i nad płynącym z nich przesłaniem nie byłyby pełne, a może nawet uczciwe, gdybyśmy pominęli obecną w nich kwestię piekła. Przerażająca wizja, która stała się udziałem dzieci fatimskich, jest faktem potwierdzającym ciągły wzgląd Boga na los grzeszników mogących tam trafić. Piekło ukazane w objawieniach fatimskich jawi się jako mroczne, noszące rysy apokaliptyczne, a tym samym niepokojące. Jak już zostało zaznaczone, trzeba tę wizję postrzegać w ścisłej łączności z orędziem samego Chrystusa, w którym elementy apokaliptyczne są bardzo częste, co nie jest tylko – jak się niekiedy sądzi – wpływem ducha czasu, w którym działał Jezus. Apokaliptyka, czyli opisy sądu, którego nieustannie Bóg dokonuje nad dziejami i nad konkretnymi czynami ludzkimi, a także zapowiedzi sądu ostatecznego z całym jego dramatyzmem i z całą jego grozą, to ważny element Dobrej Nowiny. Nie można pomniejszać odniesienia do niego i rezygnować z szukania jego własnej wymowy. W modlitwach biblijnych niejednokrotnie pojawia się wołanie o szybki sąd Boży. Człowiek, który widzi zło i go wprost doświadcza, powinien nawet odwoływać się do Bożego sądu, licząc na jego sprawiedliwość. Jest to jeden z elementów codziennej i żywej pobożności biblijnej, obecnej także w tradycji chrześcijańskiej. Dziedzictwo tej pobożności zna wiele przejmujących modlitw kierowanych do Jezusa Chrystusa Sędziego. Oczywiście, nie chodzi o to, by cieszyć się z kary, której dozna bezbożny i niegodziwy, ale o to, aby królowanie Boga, „jedynego Władcy, Króla królujących i Pana panujących” (1 Tm 6, 15), nie doznawało uszczerbku, a człowiek pobożny mógł ze spokojem jeść swój ciężko zapracowany chleb (por. 2 Tes 3, 12). W wątkach apokaliptycznych, zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, znajdziemy przekonanie, że sprawiedliwość Boża jest po prostu faktem, który konkretnie urzeczywistnia się w dziejach, a człowiek powinien zdawać sobie z tego realistycznie sprawę.
Gdy zatem analizujemy objawienia fatimskie, musimy zauważyć, że jeśli chodzi o wizję piekła, to sytuuje się ona właśnie w perspektywie apokaliptycznej, która stanowi wyraźne przekonanie o sprawiedliwości Bożej i wołanie o nią. Trzeba w tym miejscu zauważyć, że ta wizja w niczym nie kłóci się z Bożą obietnicą ocalenia, a więc i z tajemnicą miłosierdzia Bożego, które jest faktem tak samo jak Boża sprawiedliwość. Wbrew przekonaniu niektórych osób te dwa fakty nie pozostają ze sobą w najmniejszej sprzeczności. Miłosierdzie Boże nie kłóci się w niczym z istnieniem piekła i ewentualnością wiecznego odrzucenia konkretnego człowieka. Aby przynajmniej w pewnym stopniu zrozumieć spójność tych dwóch rzeczywistości, trzeba odwołać się do nauczania Kościoła, które nigdy nie patrzy na alternatywę: miłosierdzie Boże albo wieczne piekło, ale wychodzi od innej możliwości, która zawiera niezwykle ważne przesłanie: wolność człowieka albo wieczne piekło.
Uznając wolność człowieka za podstawowy fakt antropologiczny, a zbawczą ofiarę Chrystusa za dzieło wyzwolenia, musimy powiedzieć, że wolność zakłada także ryzyko przegranej, sięgającej nawet do wiecznego odrzucenia przez Boga. Aby lepiej uchwycić i zrozumieć to niebezpieczeństwo, musimy sięgnąć do wydarzenia, która miało miejsce w raju, a mianowicie do upadku pierwszych ludzi. Bóg, stwarzając człowieka na swój obraz i podobieństwo, obdarzył go wolnością. Uznajemy ją dzisiaj za najwyższy wyraz podobieństwa człowieka do Boga. Stwórca zostawił ludziom możliwość wolnego wyboru swojego przeznaczenia. Człowiek, jak trafnie powiedziano, komentując teologicznie to wydarzenie, „przegrał próbę wolności”, wobec której postawił go Bóg. Konsekwencje tej przegranej są ogromne, a streszcza je tradycyjna doktryna grzechu pierworodnego. Święci Augustyn i Tomasz z Akwinu, analizując grzech pierwszych ludzi, zgodnie stwierdzili, że jest to „trudna” prawda wiary. W jaki sposób grzech pierwszych ludzi mógł spowodować tak ogromne konsekwencje w całej naturze ludzkiej, że każdy człowiek ponosi jego skutki? By przekonać się o tym dramatyzmie grzechu pierworodnego, wystarczy odczytać pierwsze jedenaście rozdziałów Księgi Rodzaju, które ukazują, jak przemożna fala zła spowodowana tym grzechem ogrania całą ludzkość. Dokonuje przy tym w sercu człowieka i w relacjach międzyludzkich dogłębnej degradacji pierwotnego porządku, który był cicho obecny w raju, ale dawał człowiekowi spokój i możliwość uczestnictwa w powszechnej harmonii przenikającej całą rzeczywistość. To wszystko zburzył jeden grzech człowieka.
Jeśli w tej perspektywie patrzymy na winy człowieka dzisiaj, na grzech będący obrazą Boga, rozpatrując go łącznie z jego konsekwencjami eklezjalnymi, międzyludzkimi i kosmicznymi, jednym słowem, powszechnymi, to musimy powiedzieć, że jest on dowodem na to, że ludzie ciągle przegrywają próbę wolności, tym razem wolności odkupionej. Człowiek niewątpliwie powinien liczyć się z konsekwencją odrzucenia przez Boga, czyli w gruncie rzeczy musi dojść do afirmacji wiecznego piekła. Grzech odrzuca bowiem nie tylko wyzwalające orędzie i dzieło Chrystusa, ale także wysłużoną przez krzyż Jezusa wolność. Św. Paweł w Liście do Galatów stwierdza z naciskiem: „Ku wolności wyswobodził was Chrystus! A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5, 1). To „jarzmo niewoli”, o którym mówi apostoł, to oczywiście grzech z wszystkimi jego konsekwencjami. Niestety, jest to tajemnicą Bożą, której nie potrafimy w najmniejszym stopniu pojąć, ale skutki ciężaru grzechu zwracają się nie tylko przeciw tym, których on więzi, ale także dotykają sprawiedliwych. Trzecia tajemnica fatimska wyraźnie to potwierdza, zapowiadając prześladowania wiernych w Kościele, które dotkną także papieża.
Biblijne orędzie piekła w gruncie rzeczy mówi o znaczeniu wolności, którą Bóg stworzył, Jezus Chrystus odkupił, a ludzie mimo wszystko mogą odrzucić. Problem polega na tym, że rezygnując z niej, człowiek tak faktycznie nie przyjmuje także zakorzenionej w niej miłości. Można więc powiedzieć, że wizja piekła jest ujętym negatywnie orędziem o miłości Bożej, która stanowi podstawę zbawienia, unaoczniając zarazem, że miłość Boża nie narzuca się, a miłość ludzka może zbłądzić w pełni świadomie i dobrowolnie.
Należy jednocześnie zaznaczyć, że wobec zła, zwłaszcza osiągającego wymiary powszechne, zachodzi potrzeba radykalnego napominania. Nie można z nim uprawiać kompromisów, czy też odwoływać się do jakichś „umizgów”. Słowo Boże jest słowem twardym, dlatego też przypominanie jego zasadniczych treści również musi zawierać jasne sformułowania i jednoznaczne napomnienia. W jednej z doznanych wizji św. Katarzyny ze Sieny Pan Jezus miał do niej powiedzieć: „Umiłowałem cię nie na żarty!”. Miłość Boga jest w najwyższym stopniu pełna powagi – nie można z niej żartować, kpić sobie albo jej lekceważyć.

Kult Niepokalanego Serca Maryi

Najbardziej oryginalną treść objawień fatimskich stanowi wezwanie do kultu Niepokalanego Serca Maryi. W drugiej tajemnicy fatimskiej Matka Boża mówiła do dzieci: „Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca”.
Kult Niepokalanego Serca Maryi rozwijał się w Kościele już dużo wcześniej, jego różne przejawy pojawiały się w pobożności chrześcijańskiej, począwszy do średniowiecza. Fatima stanowi jednak w pewnym sensie punkt zwrotny, nadaje ona różnym formom czci, jaką otaczana jest Matka Boża, odnowioną treść i wyznacza ich nowe ukierunkowanie. Kult ten został już włączony do liturgii, posiada swoje własne nabożeństwa, przede wszystkim pięciu pierwszych sobót, a także łączą się z nim liczne obietnice dane przez samą Maryję.
Gdy mówimy dzisiaj o kulcie Maryi, a więc czci, którą należy Jej okazać, o miłości, na którą Ona zasługuje, o wzywaniu Jej w modlitwie, o naśladowaniu Jej, a w końcu także o uczuciu synowskim względem Niej, czyli o całej gamie postaw, z którymi należy się do Niej religijnie zwracać, często nie tylko spotykamy się z brakiem zrozumienia, ale nawet jesteśmy poddawani krytyce. Pojawiają się głosy, niekiedy na ustach poważnych autorytetów teologicznych, że szczególna cześć, jaką otaczamy Matkę Bożą, mogłaby doprowadzić do przysłonięcia osoby i dzieła Jezusa Chrystusa. Obawy te są o tyle uzasadnione, że niekiedy w kulcie maryjnym występują, podobnie zresztą jak w innych jego formach, pewne błędy albo niejednoznaczności, ale nie oznacza to, że trzeba go wyeliminować. Należy go po prostu oczyszczać i pilnie czuwać nad jego autentycznością. Wskazania dotyczące przepowiadania, teologii, a tym samym kultu maryjnego dane przez papieża Piusa XII i przyjęte potem przez II Sobór Watykański w konstytucji Lumen gentium są bardzo konstruktywne w ty względzie: „Wystrzegać się wszelkiej fałszywej przesady i nadmiernej ciasnoty umysłu” (nr 67).
W pełni słuszne wydaje się, że kult Niepokalanego Serca Maryi należy usytuować jako antytezę tego, co zostało powiedziane w kontekście wizji piekła. Niepokalane Serce Maryi stanowi, jak już zauważyliśmy, osobową syntezę Jej wiary i łaski Bożej. Z tej racji jest czyste, wolne i nadzwyczajnie miłujące, a więc dojrzałe i spełnione w Bogu. Rozpoznajemy w nim, do czego powadzi przyjęcie w wierze Boga żywego, jakie przynosi owoce i uzdolnienia, zatem co ostatecznie wynika z przeciwstawienia się grzechowi i opowiedzenia się się po stronie dobra. Serce Maryi jest więc najwznioślejszym urzeczywistnieniem człowieka zbawionego, odkupionego, wyzwolonego i przebóstwionego, a w końcu uwieńczonego chwałą niebieską, będącą najpełniejszym owocem miłości Bożej udzielającej się człowiekowi i niepokalanie przyjętej, w której splata się czyta odpowiedź ludzkiej wolności na pełnię Bożego obdarowania.
Jeśli więc mówimy o Niepokalanym Sercu Maryi, to musimy mieć przede wszystkim na względzie to, że splatają się w nim najbardziej przychylne człowiekowi drogi działania Bożego, drogi łaski Bożej z drogami ludzkiego posłuszeństwa oczyszczonego od wszelkiej miłości własnej. Jest ono więc obrazem dwojakiej miłości, a mianowicie duchowo-nadprzyrodzonej, którą Maryja została umiłowana przez Boga i którą kochała ludzi, a także naturalno-macierzyńskiej, którą Przenajświętsza Panienka okazała wcielonemu Synowi Bożemu oraz wszystkim ludziom. Odniesienie do Serca Maryi jest więc odwołaniem do tajemnicy najwyższej miłości w nim urzeczywistnionej i integralnie wpisanej w dzieło zbawienia, u początku którego stoi Bóg i Jego działanie.
Pojawia się zatem pytanie, czy nie należałoby powiedzieć w odniesieniu do kultu Niepokalanego Serca Maryi, że – podobnie jak w kulcie Najświętszego Serca Jezusa –chodzi w nim o symboliczne wyrażenie Jej gorącej i ofiarnej miłości, którą umiłowała Ona Boga i ludzi, stając się tym samym jej wyjątkowym wzorem dla każdego wierzącego? Na pewno zachodzą liczne podobieństwa między jednym i drugim kultem, chociaż widzimy między nimi również zasadniczą różnicę. Kult Niepokalanego Serca Maryi jest autonomiczny i szczególny, ale podporządkowany, prowadzi bowiem do oddawania szczególnej czci Najświętszemu Sercu Jezusa i służy nieustannemu odnawianiu Jego miłości względem człowieka. Umiłowanie Niepokalanego Serca Maryi ma więc ostatecznie na celu ożywienie kultu miłości Bożej, którą Bóg w Jezusie Chrystusie okazał ludziom. Jej najwyższy wyraz przedstawia swoją postawą Maryja, ucząc nas, aby odpowiadać miłością na Miłość. Ujmując ten problem teologicznie, można powiedzieć, że chodzi w tym przypadku o kult o charakterze teo- i chrystocentrycznym.
Drugim, bardzo ważnym elementem kultu Niepokalanego Serca Maryi jest ukazanie za jego pośrednictwem mocy łaski, której Bóg udziela człowiekowi. Serce Przenajświętszej Panienki już w pierwszej chwili istnienia zostało przeniknięte zbawczą łaską Bożą i nią dogłębnie uświęcone, a tym samym przemienione. Niepokalaność Maryi wynika w najwyższym stopniu z łaskawego działania Bożego, czyli z udzielania się Boga żywego człowiekowi. W Matce Chrystusa wszystko, od początku do końca, to dzieło Boże, które zostało przyjęte przez Nią pełnią wiary oraz owocnie rozwinięte i dopełnione w czynnym współdziałaniu wyrażającym się w Jej osobistej miłości. Szczególne umiłowanie Niepokalanego Serca Maryi jest więc ostatecznie kultem łaski Bożej, która została udzielona Przenajświętszej Panience, a za Jej pośrednictwem całemu rodzajowi ludzkiemu. Przyjęcie przez Nią pełni łaski Bożej jest gestem oblubieńczym wykonanym w imieniu rodzaju ludzkiego, a nawet całej natury ludzkiej, jak zauważył św. Tomasz z Akwinu. Z tego też względu postrzegamy go jako największe dzieło, którego kiedykolwiek dokonał człowiek. W tym sensie jest ono także obrazem każdego dobrego aktu ludzkiego, wyrastającego z Bożej łaski i będącego jej potwierdzeniem w wolnym czynie zmierzającym do stania się owocem miłości. Niepokalane Serce Maryi jawi się jako najwyższy wzór każdego dobrego działania, które może podjąć człowiek w swojej odkupionej wolności, a więc stanowi obraz doskonałej miłości, do której powołano ludzi.
W kulcie Niepokalanego Serca Maryi zawiera się ważne przesłanie wzorcze, mogące stać się kluczową inspiracją dla życia chrześcijańskiego opierającego się na pójściu za Chrystusem w Kościele. Zakłada ono absolutne pierwszeństwo łaski Bożej. Rozumiana po chrześcijańsku odpowiedź serca ludzkiego udzielana Stwórcy ma wyrastać bezwzględnie z łaski, która wzbudza dobro konkretyzujące się potem w czynach miłości stosownych do oczekiwań woli Bożej. Serce Maryi, właśnie jako niepokalane, ukazuje nieomylnie, na czym polega autentyczne życie chrześcijańskie i jakie są jego ostateczne horyzonty. Zasadza się ono na przyjęciu łaski i trosce, by wydała ona owoce, czyli o to, by była używana, jak wyżej powiedzieliśmy za św. Tomaszem z Akwinu. W ten sposób staje się ona realnie uświęcającą. Odniesienie do Niepokalanego Serca Maryi jest więc szkołą najbardziej autentycznego i twórczego życia chrześcijańskiego, wypełnionego świętością, a w ten sposób wpisującego się najgłębiej w dzieje zbawienia. W tym znaczeniu można mówić także o „ocalającej” mocy kultu Niepokalanego Serca Maryi. Pokazuje on, że ostatecznie przetrwa i pozostanie żywe przed Bogiem tylko to, co narodziło się z Jego łaski i wyraziło się w miłości. Uzasadnienie takiego rozumienia znajdujemy w hymnie o miłości św. Pawła, który stwierdza, że ostatecznie największa i trwała jest tylko miłość (por. 1 Kor 13, 13).
Najtrudniejszym do wyjaśnienia elementem kultu Niepokalanego Serca Maryi jest wezwanie do okazywania mu wynagrodzenia. Jeśli wynagrodzenie Bogu czy Najświętszemu Sercu Jezusa okazuje się czymś zrozumiałym w świetle tego, co wyżej powiedzieliśmy na ten temat, to zadośćuczynienie Sercu Maryi – Sercu przecież ludzkiemu – może prowadzić do nieporozumień. Jest jednak możliwe udzielenie spójnej odpowiedzi także na to zastrzeżenie. Po pierwsze, gdy mówimy o Maryi, stale trzeba mieć na względzie Jej najwyższą łączność z Synem i Odkupicielem. Jej Serce zostało przeniknięte Jego misją, której się całkowicie poświęciła i z którą współdziałała. Z tego też względu przeżyła Ona w najwyższym stopniu zarówno dramat odkupienia, jak i odczuła wewnętrznie jego przyczynę, czyli ludzki grzech. Nikt tak jak Ona nie zrozumiał i nie doświadczył, czym jest grzech i jakie są jego konsekwencje, a zwłaszcza jaką pociąga on za sobą obrazę Boga. Maryja to wszystko odczuła w swoim Niepokalanym Sercu, stając w chwili ukrzyżowania u boku swego umierającego Syna i dogłębnie z Nim współcierpiąc. Po drugie mając na względzie Jej najwyższą i szczególną świętość, widzimy w niej pewne dopełnienie tego pierwszego aspektu. Można powiedzieć, że im większa świętość, tym większe rozumienie dramatu grzechu, a tym samym dogłębne odczuwanie bólu z jego powodu. Czy ten ból Najświętszej Matki i Towarzyszki Zbawiciela nie domaga się złagodzenia i wynagrodzenia ze strony tych, którym zostają udzielone owoce dzieła wcielenia i odkupienia? Odpowiedź twierdząca nie powinna budzić większych wątpliwości. Obrazy antropomorficzne dotyczące relacji matki z dzieckiem, które tutaj przychodzą na myśl, mogą zostać zastosowane także do charakterystyki więzi Maryi z Chrystusem i na gruncie dobrej woli zyskać spójne uzasadnienie teologiczne. W tym także aspekcie kult Niepokalanego Serca Maryi posiada wymiar „naprawczy”, ponieważ uczestniczenie w nim uwrażliwia na niegodziwość grzechu, a tym samym wzbudza odczucie drogocenności daru odkupienia.

Zwieńczenie eucharystyczne

W objawieniach fatimskich nieustannie, wyraźniej albo w sposób bardziej ukryty, przewija się wątek eucharystyczny, stanowiąc niejako ich wewnętrzny splot oraz perspektywę. Eucharystia pojawia się w objawieniach Anioła Pokoju z 1916 roku trzykrotnie nawiedził dzieci fatimskie. W czasie trzeciego zjawienia trzymał kielich, nad którym znajdowała się hostia, a z niej spływały krople krwi. Zachęcił on dzieci do odmówienia wraz z nim następującej modlitwy: „Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty! Oddaję wam cześć głęboką i ofiaruję wam bezcenne Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego, Jezusa Chrystusa, obecnego na wszystkich ołtarzach świata, na zadośćuczynienie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, przez które jest On obrażany. Przez niezmierzone zasługi Jego Najświętszego Serca i za przyczyną Niepokalanego Serca Maryi, błagam o nawrócenie nieszczęsnych grzeszników”. Po modlitwie Anioł podał Łucji hostię, a Franciszkowi i Hiacyncie zawartość kielicha, mówiąc: „Przyjmijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, tak strasznie znieważane przez niewdzięcznych ludzi. Pokutujcie za ich grzechy i pocieszcie Boga waszego”.
W zjawieniach Maryi i w przesłaniu, które z nich wynika, mamy ciąg dalszy tego objawienia. Ścisły związek między słowami Anioła a orędziem Matki Bożej widać szczególnie wyraźnie, gdy mowa jest o konieczności przyjmowania Komunii Świętej wynagradzającej, która stanowi centralny element nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi w pierwsze soboty miesiąca. Oczywiście, gdy odnosimy się do zagadnienia Komunii Świętej, należy pamiętać, że nie można jej widzieć autonomicznie, to znaczy trzeba ściśle ją usytuować w ramach Mszy Świętej. Niekiedy zdarza się, że nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi łączy się z Komunią Świętą przyjmowaną poza Mszą, co jest niezgodne z duchem Kościoła, który widzi Eucharystię w zwyczajnych warunkach jako zwieńczenie pełnego uczestniczenia w liturgii. Cała Msza Święta jest bowiem komunią, czyli urzeczywistnieniem więzi człowieka z Bogiem przez odniesienie do tajemnic zbawczych dokonanych przez Jezusa Chrystusa. To one rzucają właściwe światło na życie ludzi, dokonując ich najwyższego oświecenia, a tym samym prowadząc do twórczej formacji. Trzeba pamiętać, że Msza Święta jest po prostu streszczeniem wiary, sposobem wyrażenia najważniejszych postaw religijnych, a także szkołą prawdziwie chrześcijańskiego ducha. Wszystkie omówione tutaj wątki religijne obecne w przesłaniu fatimskim są widoczne także w każdej Mszy Świętej. Ukazuje ona człowiekowi działanie grzechu i potrzebę nawrócenia, jest ofiarą ściśle przebłagalną, źródłem autentycznej wolności, a ostatecznie najwyższym spełnieniem wspólnoty z Bogiem. Dobre „odczytywanie” Mszy Świętej w jej przesłaniu, w jej treści i mocy sprawczej, prowadzi właściwie do takich samych wniosków, jak właściwa interpretacja objawień fatimskich. Może właśnie z tej racji, że takiego ujęcia brakowało w pewnym okresie, była konieczna szczególna interwencja Boża, aby zwrócić wierzących do zasadniczych treści wiary, które znajdują się w zasięgu codziennego doświadczenia.
Możemy więc odczytywać przesłanie fatimskie jako wezwanie do duchowego pogłębienia naszego życia, które jest zarówno szkołą nawrócenia i pokuty, jak i wolności na miarę człowieka. Zbawcza moc Eucharystii, będącej nieustannie składaną ofiarą przebłagalną, „służy odpuszczaniu grzechów codziennie przez nas popełnianych”, jak naucza Sobór Trydencki. Uczestnictwo we Mszy Świętej wraz z przyjęciem Komunii jest nawiązaniem wspólnoty z Chrystusem, który oddał swoje życie, aby cały świat doznawał duchowego podniesienia do Boga. Wezwanie do Komunii Świętej wynagradzającej jest wołaniem o duchowe utożsamienie się z przypomnianym tutaj, podstawowym celem Mszy Świętej. Chrystus nieustannie wydaje się za grzeszników, a Jego ofiara, która stanowi akt wynagrodzenia Ojcu za ludzkie grzechy, uobecnia się i odnawia mistycznie w Kościele.
Cierpiące z powodu grzechów ludzi i współofiarujące się z Chrystusem Serce Maryi jest w najwyższym stopniu ofiarne i ofiarujące. Jego kult stanowi obraz i szkołę serca eucharystycznego, którego potrzebuje chrześcijanin, aby móc przeżyć i przyjąć to, co stanowi centrum tajemnicy zbawczej Jezusa Chrystusa, wyrażającej się w Eucharystii. Dzięki „ueucharystycznieniu” swego serca w szkole Niepokalanej chrześcijanin łączy współczesność z wydarzeniami zbawczymi, które dokonały się „raz na zawsze” na Kalwarii, gdzie stanął krzyż Chrystusa. Chodzi o to, by zbawienie nie było mglistym wspomnieniem faktów z przeszłości, należy je bowiem przeżywać jako coś, co dzieje się w „dzisiaj” w liturgii Kościoła. Sobór Trydencki, wyjaśniając sens ofiary eucharystycznej Chrystusa, podkreślił, że ustanawiając ją, Zbawiciel miał przede wszystkim na względzie „wymogi natury ludzkiej”. Chciał niejako odpowiedzieć na wrażliwość człowieka, który szuka zawsze bezpośredniego związku z tym, co stanowi treść jego przeżyć. Msza Święta jest więc taką bezpośredniością i współczesnością. Nie narzuca się ona jednak, ale trzeba ją stopniowo odkrywać i łączyć z nią swoje życie.
Zwieńczeniem tego „ueucharystycznienia” życia chrześcijańskiego jest Komunia wynagradzająca. W pewnym sensie możemy powiedzieć, że ona także stanowi obraz Niepokalanego Serca Maryi. Oznacza oddanie Bogu tego, co od Niego otrzymaliśmy, czyli Ciała i Krwi Chrystusa. Czyż człowiek może ofiarować Stwórcy coś więcej niż to, co od Niego otrzymał? Czyż jest większy dar, którego Bóg udzieliłby ludziom, niż Eucharystia? Komunia Święta wynagradzająca to odbicie ofiarnego Serca Maryi. Jej życie było wewnętrznym i jednoznacznym oddawaniem Bogu Ojcu Jego Syna, którego otrzymała w darze jako syna-człowieka. Niepokalane Serce Maryi, przeniknięte łaską Bożą, jest Sercem ofiarującym, oddającym Bogu bez żalu i wahania wszystkie otrzymane od Niego dary, a w ten sposób uczestniczącym w dziejach zbawienia. Wezwanie do kontemplacyjnego spojrzenia na Niepokalane Serce Maryi w ścisłym związku z Komunią wynagradzającą ma na celu doprowadzić nas do pogłębienia w Jej duchu naszego przeżywania tajemnic zbawczych urzeczywistniających się w liturgii Kościoła, szczególnie we Mszy Świętej. Ma ona stawać się szkołą odpowiadania darem na dar, który otrzymaliśmy.
Zbawcza owocność życia eklezjalnego w decydującej mierze zależy od naszego upodobnienia do ducha Maryi, do Jej Serca. Jego niepokalaność ma wszystkie rysy pełnej eucharystyczności w jej rozumieniu w Kościele. Jest to eucharystyczność ofiarna i dążąca do wspólnoty w miłości. Już św. Ambroży zachęcał: „Niech w każdej duszy będzie dusza Maryi”. Tylko w głębokim utożsamieniu z Niepokalanym Sercem Matki Bożej możliwe jest w pełni autentyczne wypowiadanie modlitwy przekazanej przez Anioła Pokoju, która wymownie wskazuje na istotę tajemnicy eucharystycznej celebrowanej w Kościele, a tym samym pogłębianie sposobu, w jaki przeżywamy Eucharystię.
Nie można zapomnieć, że modlitwa Anioła Pokoju posiada wątek bardzo dramatyczny, którym są grzechy przeciw Eucharystii, szczególnie „zniewagi, świętokradztwa i obojętność”. Jest to niewątpliwie napominanie związane z nawróceniem, wskazujące na jego ważny aspekt, to znaczy na sposób odnoszenia się wierzących do Eucharystii, a zwłaszcza do jej świętości. Tej sprawy nie można zbagatelizować, szczególnie gdy słyszymy o licznych faktach profanacji, kiedy dostrzegamy lekceważenie czystości serca i wolności od grzechu jako kluczowego warunku przyjęcia Komunii Świętej, gdy pomniejsza się znaczenie adoracji eucharystycznej. Wiara każdego chrześcijanina w odniesieniu do świętości i boskości Eucharystii przeżywa swój moment weryfikujący. Także w tym wypadku odniesienie do czystości, pełni wiary i miłości, które ukazuje Niepokalane Serce Maryi, ma znaczenie eucharystyczne, ponieważ w jego szkole można odkryć, że Eucharystia jest najwyższym dobrem duchowym Kościoła.
Można więc stwierdzić, że w objawieniach fatimskich mamy jakąś zapowiedź tego, co powie później II Sobór Watykański, że „Eucharystia jest źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego”. Niepokalane Serce Maryi jako Serce ueucharystycznione stanowi źródło pogłębionego życia eucharystycznego oraz niezastąpioną inspirację, aby takie życie odnawiało się w Kościele i w każdym wierzącym. Można to także uznać za szczególny element ostatecznego tryumfu Niepokalanego Serca Maryi.

Nieomylna droga duchowa

Objawienia fatimskie z zawartym w nich przesłaniem możemy postrzegać jako dobro duchowe, jako dar Boży, charyzmat i proroctwo. Wszystkie te aspekty przenikają się wzajemnie i od stu lat przemawiają do wiernych w Kościele na całym świecie. W takich interpretacjach wizji, które miała trójka dzieci z Fatimy, chodzi o doprowadzenie człowieka do odbudowania pełni życia i uzyskania świętości w Bogu. Jeśli spojrzymy syntetycznie na omówione wyżej teologiczne elementy objawień, to z łatwością możemy stwierdzić, że stanowią one kluczowe hasła tworzące spójną strukturę życia chrześcijańskiego. Grzech – nawrócenie – pokuta/wynagrodzenie – wolność – łaska – miłość – takie są kamienie milowe naszej religii, których najbardziej realną i osobową syntezę znajdujemy w miłującym Niepokalanym Sercu Maryi. Ich integralne podjęcie i twórcze praktykowanie jest nieomylną drogą prowadzącą do osiągnięcia osobistej dojrzałości chrześcijańskiej, a tym samym do pełnego udziału w życiu i świętości Kościoła, a przez to do odnowy ludzkości.
W kolekcie z liturgicznego wspomnienia Niepokalanego Serca Maryi prosimy z całym Kościołem, „abyśmy przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy stali się świątynią chwały Bożej”. Modlitwa ta zawiera najwłaściwszy wniosek wynikający z objawień fatimskich. Ostatecznie chodzi w nich o to, by wszyscy wierzący – zarówno indywidualnie, jak i wspólnotowo – stali się „świątynią chwały Bożej”. Przypomniane wyżej elementy teologiczne są niezbędne do całościowego tworzenia tej wspólnoty, a spaja je właśnie kult Niepokalanego Serca Maryi. Jej wstawiennictwo okazuje się zatem konieczne. Objawienia fatimskie potwierdzają, że Matka Boża nie stoi biernie obok Kościoła, obok jego wiernych i całej ludzkości. Jest Ona obecna w centrum dziejów jego i świata, uczestnicząc w prowadzeniu ludzi do tego celu, który wyznaczył im Chrystus, Król królujących i Pan panujących.
Teologiczne trudności i niepokoje, jakie towarzyszą niekiedy interpretacjom objawień fatimskich, nie są w stanie przysłonić ich zasadniczego przesłania, mającego podstawowe znaczenie dla odnowy i dalszego, owocnego budowania Kościoła. Pozostaje wobec przyjąć postawę duchowej otwartości i kierować się przytoczoną wyżej zasadą, według której drzewo można poznać po wydawanych owocach. Dotychczasowe skutki objawień fatimskich wyraźnie zachęcają, aby w ich duchu dojrzewać po chrześcijańsku w szkole Niepokalanego Serca Maryi.

Tags:

Zobacz również

Napisz komentarz