Wpisz aby wyszukać

Nasza biblioteka

Metafizyka osoby – ks. prof. Czesław Stanisław Bartnik

Udostępnij

„Wiele jest dziwów na świecie,
Człowiek – największy dziw przecie”
(Sofokles, Antygona, V w. przed n. Chr.)

Chcielibyśmy wiedzieć, co myśleli o sobie pierwotni ludzie sprzed setek tysięcy czy nawet milionów lat. Dlaczego owi najdawniejsi niczego nam o tym nie przekazali? Że jednak ludzie z paleolitu jakoś zdumiewali się nad sobą, wnioskujemy pośrednio z ich kultur materialnych, wiary w życie pozagrobowe, z faktu religijności, osobowych głównie koncepcji Bóstwa i duszy, z walki z naturą, z organizacji wspólnot i ze sztuki, i z mitów przekazywanych ustnie, z tworzenia języka; a dowiadujemy się wprost z danych pisanych, pochodzących już z czasów wynalezienia pisma w IV tysiącleciu przed Chrystusem. Ale i wtedy, jak się wydaje, człowiek pojmował siebie jako rzecz, przedmiot, jako homogeniczny kawałek świata, tyle że rozumny: zoon logikon, animal rationale.
Istotna rewolucja dokonała się dopiero w Jezusie Chrystusie jako Istocie transcendującej cały świat, absolutnie indywidualnej, niepowtarzalnej (ephapax – Hbr 7, 27; 9, 12; 10, 10), posiadającej w sobie świat nieskończony i spełniającej się w Bogu Ojcu. Ale proces personacji toczy się powoli, stopniowo nawet i w samym chrześcijaństwie. Właściwie to dopiero dziś dochodzi do wielkiego wybuchu myśli personalistycznej i w postaci antropologii personalistycznej (że człowiek jest osobą), i w postaci powszechnego systemu personalistycznego, który traktuje o wszelkiej rzeczywistości, wychodząc ze zjawiska osoby ludzkiej jako czegoś danego nam bezpośrednio, pewnego, oczywistego, niejako dotykalnego i empirycznie, i intelektualnie i fundamentalnego. I oto, gdy dziś neguje się bodajże wszystkie dotychczasowe kierunki i systemy intelektualne, nie kwestionując jednak na ogół „dziwu” osoby, trzeba nam, myślę, zgłębiać na nowo całą rzeczywistość i szukać kontaktu z tą nową, choćby upadającą myślą właśnie przez tworzenie uniwersalnego systemu personalistycznego, i filozoficznego, i teologicznego.

Personocentryzm świata

Mówi się ogólnie, że po Koperniku upadł antropocentryzm, czyli że musi nastąpić ateizacja wszechświata. Jednak nic bardziej mylnego. Dziś już sama kosmologiczna zasada antropiczna (B. Carter, 1974) wykazuje, że cały kosmos, ziemia i biogeneza ukierunkowują się ku człowiekowi, przygotowując wszelkie warunki ogólne i środowiskowe dla jego zaistnienia i życia. Tym bardziej człowiek jako osoba w swej strukturze i doskonałości bytu okazuje się ostateczną racją, celem i sensem świata materialnego. Według teologii, sam Bóg dokonał stworzenia świata materialnego ze względu na osobę ludzką. I człowiek od swego ciała aż po głębinową jaźń okazuje się głową stworzenia: caput creaturae – na dalekie podobieństwo do Jezusa (por. Ef 1,10). Byt osobowy jest czymś nie do opisania: „światem świata”, „bytem bytu”, „istnieniem istnienia”. Słowem – bytem najdoskonalszym, ponad który doskonalszego nie da się nawet pomyśleć.

Świat jaźni

Największą „dziwność” obserwujemy w jaźni, która jest jakąś nadsyntezą i punktem omegalnym ciała i duszy. Najpierw funkcjonuje w nas „ja” empiryczne, zjawiskowe, przejawiające się w zdumiewających zjawiskach poznania, myśli, woli, miłości, czynu i twórczości, a pod nią – przez jakąś prapierwotną intuicję duchową – odkrywamy „ja” metafizyczne: grunt wszelkich zjawisk, doznań i życia – ostateczny podmiot subsystencji, absolutny, nierozbijalny, wieczny, niesprowadzalny do żadnego bytu nieosobowego. „Ja” głębinowe jest pierwszym, jakby dotykalnym argumentem za istnieniem Boga, i to osobowego, gdyż Bóg nieosobowy byłby nieskończenie niższy od człowieka jako osoby.

Podstawowe struktury

Osoba ludzka posiada zadziwiające struktury czy wymiary, a mianowicie: immanencję, twórczość, relację społeczną, moralność i istotne odniesienie do Boga.
1. Osoba ma wyjątkowy wymiar wewnętrzny, podmiotowy, „niezgłębioną głębię”: istnienia, przeżyć, pragnień, dążeń, chłonności świata i ten wymiar wewnętrzny będzie się wiecznie dynamizował w wieczności w Bogu.
2. Osoba ma obrazującą Stwórcę twórczość: względną samorealizację, tematyzację życia, tworzenie kultury jako dostosowywania świata do swoich potrzeb i celów, budowanie nowego świata, kreację dziejów i stanowi komponent Boskiej Opatrzności, stwórczej i zbawczej (persona creatrix). Człowiek jest artystą samego siebie.
3. Osoba jest samoistna w sobie, ale zarazem jest korelacją względem innych osób, nie tylko świadomościową i czysto zjawiskową, jak uczą idealiści, egzystencjaliści i fenomenologowie, ale przede wszystkim ontologiczną. Krótko mówiąc, osoba indywidualna i osoba społeczna tworzą jedną diadę o dwóch ogniskach, które się nie mieszają, lecz wzajemnie się warunkują, realizują i dopełniają, tworząc jedność na wzór Kościoła, gdzie osoba indywidualna i osoba społeczna Chrystusa, czyli Ciało Mistyczne, wzajemnie się warunkują i spełniają.
4. Istotna jest też moralność. Tylko osoba może być moralna i moralność jest strukturą ontyczną, nie tylko jakąś konwencjonalną. Stąd osoba, żeby była sobą w pełni, musi być poddana próbie, nawet anielska, by podjęła fundamentalną decyzję moralną, stąd nawet Chrystus był poddany takiej próbie. Dlatego też moralność pozytywna ma realny wymiar zbawczy. Według św. Jana, Bóg zbawiający nikogo nie potępia, lecz człowiek sam się potępia przez odrzucenie Boga i przez ciężką niemoralność. Potoczna maksyma, że „człowiek jest dobry”, jest zwodnicza. Owszem, każdy jest dobry, że tak powiem: „fizycznie”, ale przez wielką niemoralność depersonalizuje się i może niekiedy staje się najdzikszym potworem. Stąd i szatan pozostaje osobą w sensie „fizycznym”, ale przez destrukcję moralną omegalnie staje się „nieosobą” albo wręcz „antyosobą”.
5. I wreszcie, osoba jest ze swej istoty relacją do Boga osobowego: powołaną przez Niego do istnienia, ale też zadaną do realizacji w Bogu. Dopiero więc w Bogu osoba ostatecznie „osobieje” i wchodzi w osobową komunię z Osobami Trójcy Świętej. Wszystko zaś, co nie jest osobowe, stanowi raczej tylko rodzaj jakiegoś medium czy języka ontycznego między Osobami Bożymi a osobami stworzonymi oraz między samymi osobami stworzonymi. Język ten jednak nie miałby żadnego sensu bez istnienia osób, czy to na Ziemi, czy na innych ciałach niebieskich.

Osobowe drama

Osoba nie jest jakimś bytem jednowymiarowym, lecz prapierwotnym i niekończącym się procesem o charakterze najwyższego dramatyzmu. Przede wszystkim określa ją radykalnie dramatyczne zawieszenie między bytem a nicością, życiem a śmiercią, trwaniem a przemijaniem, tematycznością a pustką, prawdą a nieprawdą, dobrem a złem, miłością a nienawiścią, świętością a grzechem, tworzeniem a niszczeniem, szczęściem a tragedią, między sensem a bezsensownością totalną. Jednocześnie jednak ta sama prapierwotna dramatyczność tworzy najwyższy realizm osoby, najsilniejszy zew i pęd istnienia oraz niepojęte piękno przezwyciężania nicości. Ale też dlatego dziś, kiedy w kulturze euroatlantyckiej i w kulturach pozostających pod jej wpływem załamuje się wyraźnie zmysł samozachowawczy człowieka i grozi mu autodestrukcja, duchowa i fizyczna, trzeba bardziej intensywnie rozwijać chrześcijańską twórczą personologię.

Zobacz więcej

Tags:

Napisz komentarz