Wpisz aby wyszukać

Nasza biblioteka

Dzieci fatimskie – Jolanta Koziej-Chołdzyńska. Część II

Udostępnij

Dzieci a objawienia

Beztroskie życie całej trójki odmieniło się za sprawą niezwykłych objawień Matki Bożej, które miały miejsce między majem a październikiem 1917 roku. Poprzedziły je spotkania z Aniołem Pokoju w 1916 roku, który 3-krotnie ukazał się dzieciom. Podczas wszystkich tych niezwykłych wizji, zarówno skrzydlatego ducha, jak i Matki Bożej, tylko Łucja słyszała, widziała i uczestniczyła w rozmowie. Hiacynta widziała i słyszała wypowiadane słowa, Franciszek zaś mógł przyglądać się scenom, ale treść objawień przekazywały mu dziewczynki.
Cała historia cudownych spotkań zaczęła się wiosną 1916 roku, kiedy mali pastuszkowie pilnowali stada owiec w Loca do Cabeço. Koło południa zaczął padać deszcz. Dzieci schroniły się w grocie, by zjeść południowy posiłek i pomodlić się. Następnie zaczęły się bawić w kamienie. Wówczas zerwał się wiatr i ukazał się im Anioł. Uklęknął obok nich i nakazał odmawianie modlitwy:„O mój Boże! Wierzę w Ciebie! Uwielbiam Ciebie! Ufam Tobie i miłuję Ciebie! Proszę, abyś przebaczył tym, którzy nie wierzą, którzy Ciebie nie uwielbiają, którzy Tobie nie ufają i którzy Ciebie nie miłują”. Następnie podniósł się z klęczek i powiedział: „Módlcie się w ten sposób. Serce Pana Jezusa i Serce Matki Bożej uważnie słuchają waszych modlitw”. Po tych słowach zniknął. Od tego czasu dzieci gorliwie modliły się w intencjach wskazanych przez Anioła. Siostra Łucja we wspomnieniach powiedziała: „Atmosfera nadprzyrodzoności, która nas otaczała, była tak silna, że przez długi czas prawie nie zdawałyśmy sobie sprawy z naszego istnienia […]. Obecność Boga odczuwaliśmy tak silnie i głęboko, że nawet nie odważyliśmy się rozmawiać ze sobą”.
Drugi raz ten sam Anioł jako „Stróż Portugalii” ukazał się dzieciom podczas letniego dnia, gdy bawiły się przy studni za domem. Wówczas znów nakazał odmawianie modlitw i składanie ofiar, co zapewni pokój ich ojczyźnie. Uświadomił im, jaką misję otrzymają, tłumaczył, iż mają być orędownikami miłosierdzia, i pouczał, że powinny więcej się umartwiać. Podczas trzeciego objawienia Anioł przyszedł, trzymając w rękach Hostię, z której spływały krople krwi, i kielich. Wypowiedział wówczas słowa: „Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, ofiaruję Wam Najdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego, Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich ołtarzach świata, jako zadośćuczynienie za zniewagi, świętokradztwa i obojętności, którymi jest obrażany”. Udzielił dzieciom Komunii Świętej, przy czym Łucji dał do spożycia Hostię, Hiacyncie i Franciszkowi – zawartość kielicha, mówiąc: „Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa, tak strasznie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi, pokutujcie za ich grzechy i pocieszajcie Boga waszego”. Anioł pochylił się ku ziemi i powtórzył 3-krotnie tę modlitwę.
To spotkanie wywarło na dzieciach największe wrażenie. Od tej chwili ich życie uległo przemianie. Franciszek przez dłuższy czas milczał i stronił od wszystkich. Często można go było spotkać zadumanego. Od tej pory wiele czasu spędzał w kościele, modląc się przed tabernakulum. Pragnął towarzyszyć znieważanemu przez ludzi Chrystusowi i pocieszać Go. Podobnie zachowywała się Łucja, która także dużo czasu poświęcała modlitwie. Miała ona dodatkowo osobiste intencje. Jej matka zmagała się z ciężką chorobą zagrażającą jej życiu. Ponadto brat dziewczynki miał być powołany do wojska, w związku z czym nie wiedziano, kto mógłby przejąć część obowiązków domowych.
Poprzez rozmowy z Aniołem Pokoju pastuszkowie z fatimskiej wsi zostali przygotowani do objawień Maryi, która miała przyjść, aby okazać światu swoją opiekę i macierzyńską miłość. Tuż przed pierwszym spotkaniem dzieci z Matką Bożą nadeszła burza, więc pastuszkowie zaczęli schodzić ze zbocza. Nagle pojawił się jakiś blask, ukazała się im świetlista kula, a w niej postać Pani na zielonym dębie. Niezwykła kobieta była ubrana na biało. Miała prostą suknię i płaszcz o złoconych brzegach, który przykrywał częściowo Jej głowę. Łucja we wspomnieniach opisała Ją następującą: „ […] bardziej błyszcząca niż słońce, promieniejąca światłem czystszym i intensywniejszym od kryształowego pucharu z wodą, prześwietlonego promieniami słonecznymi. Jej nieopisanie piękna twarz nie była ani smutna, ani radosna, lecz poważna i malował się na niej wyraz łagodnego napomnienia”. Tajemnicza pani miała złożone w modlitewnym geście ręce, które opierały się na piersiach i były zwrócone ku górze. Z prawej dłoni zwisały paciorki różańca. Była blisko wizjonerów, w odległości około półtora metra. Wszyscy znajdowali się w roztaczającej się wokół poświacie.
Matka Boża zapewniła, że niczego złego im nie zrobi, a na pytanie, skąd jest, odpowiedziała, że z nieba. Poprosiła ich, aby przychodziły w to niezwykłe miejsce o godz. 13.00 trzynastego dnia każdego miesiąca. Kiedy Łucja zapytała, czy pójdą do nieba, Madonna powiedziała, że tak, ale Franciszek będzie musiał odmówić wiele różańców. Maryja zapytała dzieci, czy są gotowe znosić cierpienia w intencji nawrócenia grzeszników, a także zadośćuczynienia za grzechy ludzkości. Kiedy te się zgodziły, zapewniła je o swojej opiece, zapowiedziała jednocześnie, że wiele wycierpią, ale będą czerpać pociechę z łask Bożych. Rozchyliła po raz pierwszy ręce i przekazała bardzo intensywne światło, „[…] jakby odblask wychodzący z Jej dłoni, które przenikając przez nasze piersi do najgłębszych zakątków duszy, spowodowało, że widzieliśmy siebie w Bogu, który był tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym z luster”. Pastuszkowie upadli na kolana, modląc się: „O Przenajświętsza Trójco, uwielbiam Cię! Boże mój, Boże mój, kocham Cię w Przenajświętszym Sakramencie”. Maryja przed odejściem zachęciła dzieci, aby odmawiały różaniec w intencji zakończenia wojny i przywrócenia pokoju na świecie. Następnie zaczęła spokojnie unosić się i zniknęła. To zjawienie, jak podkreśla Łucja we wspomnieniach, „[…] dało nam spokój i ogromną radość, która nam nie przeszkadzała w mówieniu o tym, co zaszło. Jeżeli chodzi o promienie, które spływały do nas z rąk naszej Pani, i wszystko, co się z tym łączyło, czuliśmy wewnętrznie coś, co nam nakazywało milczenie”.
Mimo iż dzieci przyrzekły z początku zachować tajemnicę, Hiacynta szybko ją wyjawiła. Miała z tego powodu wyrzuty sumienia, gdyż z jednej strony chciała być lojalna wobec dwojga pozostałych wizjonerów, a z drugiej nie potrafiła dochować sekretu z powodu intensywnych przeżyć, jakich doznała w trakcie spotkania z Piękną Panią. Wyznała Łucji: „Czułam we mnie coś takiego, co mi nie pozwalało milczeć”. Wkrótce już wszyscy wiedzieli, że pastuszkom objawiła się niezwykła Pani. Od tej pory wizjonerzy stawiali się w umówione miejsce. Towarzyszyło im wiele osób, które były ciekawe, co kryje się za rzekomymi spotkaniami Maryi z dziećmi. Wielu z nich wątpiło w prawdziwość objawienia. Niektórzy uważali wręcz, że niezwykłe zjawienia są jedynie wytworem dziecięcej wyobraźni.
Podczas kolejnych objawień Matka Boża nakazała trójce pastuszków często odmawiać różaniec i pokutować w intencji nawrócenia grzeszników, aby w ten sposób wynagrodzić ich winy. Franciszek z entuzjazmem odpowiedział na prośbę Maryi. Często oddalał się w spokojne, ciche miejsce, by modlić się na różańcu. Któregoś dnia wyznał Łucji: „Cieszyłem się na widok Anioła, ale jeszcze większą radość odczuwam na widok naszej Pani. Ale najpiękniejszy był Pan Jezus w tym świetle, które nasza Pani nam włożyła do serca”.
Na czerwcowe spotkanie z zatroskaną Madonną przybyło oprócz trójki pastuszków 50 osób. Ludzie ci byli zainteresowani tym, co tak faktycznie dzieje się nieopodal fatimskiej wioski. To wówczas Maryja wyjawiła dzieciom, że Franciszek i Hiacynta szybko odejdą do nieba, natomiast Łucja będzie dłużej na ziemi, by wypełnić specjalną misję, która miała polegać na ustanowieniu nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca. Piękna Pani powiedziała: „Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron”. Madonna poprosiła, by Łucja nie traciła odwagi, zapewniła, że roztoczy nad nią opiekę i zaprowadzi ją do Boga. Gdy wypowiadała te słowa, znów rozchyliła ręce, a trójka pastuszków ujrzała wówczas bijący od Niej blask przedziwnego światła. Przed prawą dłonią Matki Bożej dzieci zobaczyły niezwykłe serce. Była to niespotykana wizja, ponieważ Niepokalane Serce Maryi otaczały ciernie, które się jednocześnie w nie wbijały. Madonna ponownie uniosła się ponad zielony dąb, a po chwili znikła. Osoby znajdujące się najbliżej pastuszków spostrzegły jedynie, że liście na wierzchołku drzewa ugięły się w tym samym kierunku, w którym uniosła się Maryja.
Po tym objawieniu matka nakłoniła Łucję do rozmowy z księdzem, który podkreślał, że wszystko to, co widzą dzieci, może być wytworem diabła. Spotkanie z kapłanem zasiało w sercu dziewczynki niepokój, co znalazło swój wyraz w dręczących ją nocą snach. Wstała rano z postanowieniem, że więcej nie pojawi się w umówionym miejscu, by słuchać orędzia Maryi. W ostatniej chwili zmieniła jednak zdanie, tłumacząc, że jakaś siła wewnętrzna wpłynęła na jej decyzję.
Na spotkanie lipcowe przybyło już około 3 tysięcy osób. Tym razem Matka Boża ukazała wizjonerom obraz piekła z demonami o postaciach strasznych potworów i potępione dusze płonące w morzu ognia. Mimo iż wizja trwała chwilę, dzieci były bardzo przestraszone. Maryja jednak obiecała im, że kiedyś znajdą się w niebie. Druga część widzenia stanowiła zapowiedź obdarowania ludzi nabożeństwem do Niepokalanego Serca Maryi, które może uratować ludzi przed piekłem. Madonna zapowiedziała również, że jeśli ludzie nie opamiętają się, to nadejdzie jeszcze jedna wojna straszniejsza od poprzedniej. Wyjawiła też tajemnicę związaną z Ojcem Świętym, podkreślając czekające go cierpienie. Łucja wspomina także wizję Anioła stojącego po prawej stronie Pięknej Pani, który trzymał ognisty miecz i powtarzał słowa: „Pokuta, pokuta, pokuta”. Dzieci zostały zobowiązane przez Maryję do zachowania wszystkich przedstawionych im obrazów w tajemnicy i do odmawiania modlitwy różańcowej.
Trójka pastuszków bardzo emocjonalnie przeżyła to spotkanie, jednak, jak zauważyła Łucja, Franciszek najmniej przejął się wizją piekła. Bardziej zwrócił uwagę na inny aspekt widzenia, mówiąc: „Myśmy płonęli w tym świetle, które jest Bogiem, i nie spaliliśmy się. Jakim jest Bóg, tego nie można by powiedzieć. Tego właśnie nikt nie zdoła wypowiedzieć. Ale jaka szkoda, że On jest taki smutny. Gdybym Go mógł pocieszyć”. Warto podkreślić, że od tamtej pory dzieci zaczęły się zachowywać poważniej. Coraz rzadziej spędzały czas na zabawie, koncentrując się na rozważaniu orędzia Maryjnego. Zmianę, jak w nich zaszła, zauważyli ich najbliżsi, a potem całe otoczenie.
Pogłoski o niezwykłych objawieniach nabierały na sile, aż w końcu władze gminy Vila Nova de Ourém, niechętne Kościołowi, zmuszone były do zajęcia wobec nich jakiegoś stanowiska. Nie dziwi zatem fakt, że po lipcowym zjawieniu dzieci aresztowano i osadzono w więzieniu. Starano się zmusić je do wyjawienia tajemnicy rzekomo powierzonej im przez Maryję. Ponadto chciano wyciszyć niepokój społeczny, z tego też względu zakazano trójce kuzynów rozpowszechniania wieści o objawieniach. Dzieci nie ugięły się jednak naciskom ze strony władz. Z właściwą sobie rezolutnością odpowiedziały, że nie mogą powstrzymać ludzi z własnej woli zdążających do Cova da Iria.
Największą przykrość podczas aresztowania sprawiała Hiacyncie rozłąka z rodzicami. Ze łzami spływającymi po policzkach mówiła do Łucji: „Ani twoi, ani moi rodzice nie przyszli nas odwiedzić. Nie dbają więcej o nas”. Franciszek pocieszał siostrę, martwiąc się jednak wyłącznie tym, że już więcej nie będzie mógł zobaczyć Matki Bożej. Dzieci ofiarowywały wszystkie swoje cierpienia za nawrócenie grzeszników, za Ojca Świętego i jako zadośćuczynienie za grzechy znieważające Niepokalane Serce Maryi. Nie wyjawiły tajemnicy powierzonej im przez Piękną Panią nawet pod wpływem groźby wrzucenia ich do kotła z wrzącym olejem, który przygotowano na ich oczach. Najpierw przesłuchiwano Hiacyntę i Franciszka. Oboje wykazali się odwagą nietypową dla ich młodego wieku Kiedy przyszła kolej na Łucję, powiedziano jej, że spalono już jej młodszych kuzynów, a ją czeka podobna kara. Dziewczynka nie ugięła się, zawierzając Maryi całą swoją przyszłość..
Dzieci z pokorą przyjęły perspektywę rychłej śmierci, widząc w tym fakcie spełnienie zapowiedzi Matki Bożej danej im podczas pierwszego objawienia. Siostra Łucja wspominała, że Franciszek, nie kryjąc radości, powiedział jej piękne słowa: „Jeżeli nas zabiją, tak jak mówią, szybko znajdziemy się w Niebie. Co za szczęście!”. Mimo dalszych upokorzeń i zastraszania pastuszkowie znieśli z odwagą przesłuchania, nie zdradzając przekazanego im przez Matkę Najświętszą sekretu. Podtrzymując się na duchu, często odmawiali różaniec. Na koniec każdej tajemnicy dodawali modlitwę, o którą prosiła podczas trzeciego objawienia Matka Najświętsza: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Dzieci zapraszały wszystkich do modlitwy, nawet współwięźniów, zachęcając ich do życia według zasad chrześcijańskich. Ostatecznie zostały uwolnione z aresztu rankiem 15 sierpnia. Zaprowadzono ich wówczas na plebanię, gdzie czekali na nich rodzice.
Z powodu aresztowania i przesłuchań sierpniowe spotkanie z Maryją przesunęło się w czasie. Mimo braku pastuszków 13 sierpnia na wskazane miejsce przybyło wiele tysięcy osób, ale Madonna nie zjawiła się. Ukazała się dopiero 19 sierpnia, mówiąc ze smutkiem: „Módlcie się, módlcie się dużo i składajcie ofiary za grzeszników, bowiem wiele dusz idzie do piekła, ponieważ nie ma nikogo, kto by się ofiarował i modlił za nie podczas ich życia”. Dzieci podczas spotkania zapytały, co mają robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria. Maryja poprosiła, aby z tych funduszy zbudować dwa przenośne feretrony na procesję w święto Matki Bożej Różańcowej. Madonna zaleciła, aby jeden z nich niosła Hiacynta i dwie dziewczynki, natomiast drugi – Franciszek z dwoma chłopcami. Ponadto oświadczyła, że niektórzy chorzy polecani przez pastuszków w modlitwie zostaną uzdrowieni. Te słowa wywarły głębokie wrażenie na dzieciach. Przejęte wezwaniem Najświętszej Panny zaczęły podejmować różne umartwienia. Po spotkaniu jako znak pokuty postanowiły nosić przewiązany wokół ciała, drapiący skórę, gruby powróz.
Początkowo źródłem najdotkliwszych cierpień dla pastuszków było powątpiewanie w prawdziwość ich spotkań z Maryją. Rodzice Franciszka i Hiacynty wierzyli swoim dzieciom, natomiast matka Łucji od czasu objawień i choroby bardzo zmieniła swój stosunek do córki, biła ją, kpiła z niej, usiłując skłonić do odwołania rzekomych kłamstw. W pewnym momencie dziewczynka zastanawiała się, czy nie zaprzeczyć wszystkiemu, co powiedziała o nadzwyczajnych spotkaniach z Madonną. Hiacynta i Franciszek przekonali ją jednak, aby tego nie robiła, ponieważ dopuści się grzechu.
Oprócz najbliższych, wielu innych ludzi zachowywało nieufność wobec dzieci, a nawet przejawiało w stosunku do nich wrogi stosunek. Dochodziło do aktów znieważania, a nawet do poturbowania małych wizjonerów. Było jednak sporo osób, które wręcz klękały przed pastuszkami, prosząc, by wstawiali się za nimi u Maryi w różnych intencjach. Z czasem dzieci miały poważne problemy z dostaniem się na miejsce objawień, by odmawiać różaniec. Również do domów obu rodzin, Dos Santos i Marto, od rana do wieczora przychodzili ludzie chcący dowiedzieć się czegoś więcej na temat niezwykłych spotkań z Matką Bożą.
Podczas piątego, wrześniowego objawienia do Cova da Iria przybyło około 30 tysięcy osób. Niektórzy doświadczyli niezwykłego zjawiska. Oto jaśniejąca kula wolno przetoczyła się ze wschodu na zachód. Madonna i tym razem nakazała pastuszkom wytrwałość w odmawianiu różańca. Zapowiedziała, że następnym razem ukaże się jako Matka Bolesna i Maryja z góry Karmel oraz obiecała uczynić nadzwyczajny znak, który zobaczą ludzie, aby ich przekonać do prawdziwości objawień. Najświętsza Panienka mówiąc, że Bóg cieszy się z ofiar pastuszków, nakazała im nosić wspomniany powróz tylko w dzień, a zdejmować go w nocy. Ponadto znów przypomniała, aby w miejscu spotkań postawić kaplicę ku Jej czci.
Na to ostatnie, październikowe spotkanie przybyły rzesze pielgrzymów. Ich liczba wywoływała powszechne poruszenie. Matka Łucji, która nie wierzyła, że w trakcie spotkania z Maryją zdarzy się jakiś cud, prosiła córkę, by nie szła w umówione miejsce, ponieważ zawiedziony tłum może skrzywdzić dzieci, a nawet je zabić, posądzając o kłamstwo. Dziewczynka nie uległa jednak jej naciskom. Wybrała się na miejsce spotkań, choć padał wówczas ulewny deszcz. Maryja w trakcie ostatniego zjawienia ponowiła swoją prośbę o wybudowanie poświęconej Jej kaplicy i przypominała o wytrwałości w modlitwie różańcowej. Podkreśliła, że nie wszyscy, którzy proszą o uzdrowienie, dostąpią tej łaski. Niektórzy muszą się poprawić i błagać o przebaczenie grzechów. W pewnym momencie Matka Najświętsza rozłożyła ręce, które zajaśniały w słońcu, a gdy unosiła się na ziemią, odbicie Jej własnego światła przyćmiło blask słońca. Chmury rozdzieliły się na dwie części. Deszcz przestał padać, a słońce biło przedziwnym blaskiem. Dzieci ujrzały sceny symbolizujące tajemnice różańca. Łucja widziała wszystkie tajemnice, natomiast Hiacynta i Franciszek tylko radosne. Następnie pastuszkowie znów ujrzeli Maryję ubraną na biało, w błękitnym płaszczu i św. Józefa z Dzieciątkiem na ręku, którzy błogosławili świat, czyniąc znak krzyża. W pewnym momencie słońce zaczęło wirować wokół własnej osi i roztaczało różnokolorowe promienie. Zjawisko trwało około 10 minut i było widoczne w promieniu czterdziestu kilometrów od miejsca zjawienia. Niektórzy z tłumu wołali, że zbliża się koniec świata. Wiele osób klękło i niemal na głos wyznawało swoje grzechy. Słońce wkrótce jednak wróciło na swoje miejsce, a ludzie zauważyli, że ich ubrania, przed chwilą jeszcze przemoczone deszczem, są suche. Z tłumu dochodziły głosy o czyimś cudownym uzdrowieniu. Była to Maria do Carmo. Nawet ci, którzy przybyli w miejsce objawień tylko po to, by ośmieszyć wizje pastuszków, nie mogli w żaden sposób wytłumaczyć tego, co zobaczyli.
Dzieci nadal wytrwale się modliły i kontynuowały praktyki pokutne. Siostra Łucja wspominała z przejęciem: „Czy z powodu grubości i szorstkości [powroza], czy dlatego, że bardzo zaciskaliśmy go, sprawiał nam on nieznośny ból. Hiacynta tak cierpiała, że nie mogła powstrzymać się od łez”. Franciszek mimo dotkliwego bólu, jaki zadawał mu przewiązany wokół ciała sznur, stale go nosił. Tuż przed śmiercią oddał go Łucji, prosząc: „Weź to, zanim mama zobaczy”. Inną formą umartwienia było bolesne biczowanie nóg pokrzywami. Wizjonerzy spędzali wiele godzin na modlitwach w pozycji klęczącej i pochylonej do ziemi. Odmawiali południowego posiłku, oddając go ubogim rówieśnikom. W praktyce oznaczało to ścisły post. Łucja wspomina: „Umówiliśmy się, że ile razy spotkamy te biedne dzieci, damy im nasze jedzenie […]. Skoro je zobaczyliśmy, Hiacynta biegła zanieść im nasz cały posiłek dzienny i to z taką radością, jak gdyby nie odczuwała jego braku”..Dzieci zrezygnowały również z wszelkich łakoci, np. ze słodkich winogron. Podejmowały dodatkowo inne formy ascezy, m.in. żuły zielone figi i gorzkie żołędzie, jadły jedynie orzeszki pinii, korzonki kwiatów dzwonkowych, małe grzybki i drobne owoce. Siostra Łucja zapisała: „Przyzwyczailiśmy się również ofiarowywać Panu Bogu od czasu do czasu umartwienie polegające na powstrzymywaniu się od picia przez 9 dni, a nawet przez cały miesiąc. Kiedyś umartwialiśmy się w ten sposób w sierpniu, w czasie upałów”. Hiacynta, która lubiła tańczyć, w czasie odpustów i karnawału wyrzekła się całkowicie tej przyjemności. Z biegiem czasu dzieci podejmowały coraz to nowe umartwienia. Młodsza dziewczynka wznosiła oczy do nieba i mówiła: „O Jezu, z miłości ku Tobie i za nawrócenie grzeszników”. Takich aktów strzelistych nauczył pastuszków niejaki o. Cruz z Lizbony, który przyjechał, aby porozmawiać z nimi o spotkaniach z Maryją. Hiacynta w czasie choroby przyznała się, że często mówi: „O mój Jezu, kocham Cię” i „Słodkie serce Maryi, bądź moim ratunkiem”. Po objawieniach ludzie otrzymali wiele łask za jej przyczyną. Jedno z podań głosi, że w wiosce żyła pewna kobieta, która lubiła nadużywać alkoholu. Ubliżała pastuszkom, śmiejąc się z ich wizji i lekceważąc je. Pewnego razu Hiacynta, przechodząc z Łucją koło jej domu, postanowiła wyprosić dla niej nawrócenie. Gest ten wywarł na kobiecie bardzo duże wrażenie. Od tej chwili zmieniła swój stosunek do objawień i przychodziła z prośbą o wstawiennictwo u Matki Bożej.
Niezwykle uciążliwe okazały się przesłuchania dzieci. Zadawanym pytaniom nie było końca. Wszyscy starali się, jak najwięcej dowiedzieć na temat objawień. Czasem wizjonerzy czuli się znużeni i zmęczeni udzielaniem odpowiedzi na te same pytania, niekiedy wręcz uciekali przed ciekawskimi. Któregoś dnia Franciszek zobaczył kobiety, które o nich wypytywały. Szybko przybiegł, aby ostrzec przed nimi pozostałe dzieci. Panie miały kapelusze z dużym rondem, które ograniczało, według pastuszków, pole widzenia. Po latach od tamtych wydarzeń Łucja wspomina: „Sądziliśmy, że w takich kapeluszach nas nie zobaczą, ale na wszelki wypadek wdrapaliśmy się wysoko na drzewo figowe”.
Po piątym objawieniu trójka pastuszków była ponownie przesłuchiwana przez władze kościelne. Wielu księży starało się niemal w szczegółach poznać historię zjawisk mających miejsce w Fatimie. Dzieci nie wiedziały, czy wszystko należy mówić, w jaki sposób opisywać to, czego doświadczyły. Budziło się w nich wiele wątpliwości. Łucja stwierdziła jednak, że były osoby, które wzbudzały zaufanie. Takim, według niej, okazał się ks. dziekan z Olival. Dał pastuszkom wiele wskazówek dotyczących życia duchowego. Mówił o potrzebie umartwiania się, o składaniu nawet najmniejszych ofiar. Udzielał dużo praktycznych rad, wykazując przy tym wiele cierpliwości. Łucja wyznała: „Chociaż wtedy jeszcze nie miałam zielonego pojęcia o kierownictwie duchowym, mogę śmiało powiedzieć, że ten ksiądz był moim pierwszym ojcem duchownym. Zachowuję zatem tego kapłana we wdzięcznej pamięci”.
Po wspólnych objawieniach dzieci doświadczyły jeszcze różnych, indywidualnych wizji. Franciszek któregoś razu ponownie widział obraz piekła. Kiedy jego siostra i Łucja znalazły go, drżał ze strachu i był tak przerażony, że nie mógł przez dłuższy czas stanąć na nogi. Wyjawił, iż ujrzał jedno ze zwierząt będących w piekle, które pluło na niego ogniem. Inną wizję miał on przed swoją śmiercią. W tym niebiańskim widzeniu zobaczył pełną światła Matkę Bożą, która anielsko się do niego uśmiechała. Odmienne obrazy zostały przedstawione jego siostrze. Hiacyncie ukazał się bowiem zapłakany Ojciec Święty, innym razem ujrzała rzesze cierpiących, głodnych, zapłakanych. W rozmowie z Łucją powiedziała, że umrze wielu ludzi, wśród nich księży, a domy zostaną zrównane z ziemią.

Zobacz poprzednią część!

 

Fatima

Tags:

Zobacz również

Napisz komentarz