Wpisz aby wyszukać

Nasza biblioteka

Dzieci fatimskie – Jolanta Koziej-Chołdzyńska. Część III

Udostępnij

Późniejsze losy dzieci fatimskich

Różnie potoczyły się odtąd drogi trójki pastuszków. Hiacynta i Franciszek starali się wypełnić polecenia Najświętszej Maryi Panny. Chłopiec często oddalał się od rówieśników, a zapraszany do wspólnej zabawy, podnosił rękę i pokazywał różaniec, gdyż miał w świadomości słowa Madonny odnoszące się do jego przyszłości. W październiku 1917 roku rozpoczął naukę w szkole podstawowej znajdującej się nieopodal kościoła parafialnego. Nie lubił do niej chodzić, tłumacząc, że niedługo pójdzie do nieba. Często wstępował do świątyni, gdzie pozostawał przez wiele godzin. Adorował Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Kiedy zachorował, prosił Łucję, aby poszła do kościoła i ukłoniła się od niego Chrystusowi.
Kiedy do Cova da Iria zaczęło przybywać wielu pielgrzymów, sytuacja w pewnym momencie zaczęła wymykać się spod kontroli władz. Chcąc odciągnąć ludzi, posunięto się nawet do różnych prowokacji. W nocy 22 października grupa wichrzycieli zorganizowana przez ośrodek masoński zniszczyła drewnianą bramę z krzyżem, którą wierni postawili w miejscu objawień. Innym razem rozeszła się wieść, że ktoś ściął dąb skalny, na którym ukazywała się Maryja. Okazało się jednak, że to pomyłka. Proboszcz nie rozumiał, dlaczego ludzie zostawiają tyle pieniędzy, które można byłoby wykorzystać na dokończenie kościoła parafialnego, a nie wznoszenie nowego obiektu w miejscu objawień.
We wrześniu 1918 roku wybuchła epidemia grypy, tzw. hiszpanki. Zachorowali prawie wszyscy członkowie rodziny Marto. Najstarsze rodzeństwo i rodzice Łucji opiekowali się najbliższymi chorymi oraz sąsiadami, dzieląc się z nimi mlekiem pochodzącym z ostatnich sztuk zwierząt, jakie pozostały w zagrodzie.
Pod koniec 1918 roku choroba dotknęła Franciszka. Po krótkiej poprawie zdrowia jego stan pogorszył się ponownie przed Bożym Narodzeniem. Pod koniec marca chłopiec, jakby przeczuwając nadchodzącą śmierć, poprosił, aby mógł przyjąć Pierwszą Komunię Świętą. Nalegał, by przypomnieć mu te grzechy, o których zapomniał, gdyż chce iść czysty do nieba. Tuż przed śmiercią wyspowiadał się i przyjął Eucharystię. Do swojej siostry powiedział znamienne słowa: „Dzisiaj jestem szczęśliwszy niż ty, bo mam w sobie »ukrytego Pana Jezusa«”. Zmarł 4 kwietnia 1919 roku. Śmierć chłopca wywarła głębokie wrażenie na wszystkich, którzy byli przy jego łóżku. Ojciec Franciszka powiedział z prostotą: „Umarł, uśmiechając się”. Został pochowany 5 kwietnia na cmentarzu parafialnym. Siostra Łucja wspomina, że często chodziła w to miejsce, spędzając tam długie godziny: „Trudno opisać, jak cierpiałam. Jest to cierń, który przenika ciągle moje serce i po tylu latach. Jest to wspomnienie, które dotyka wieczności”. Ciało chłopca zostało przeniesione do bazyliki w Cova da Iria 13 marca 1952 roku i złożone w kaplicy po prawej stronie głównego ołtarza. Na płycie widnieje prosty napis: „Tutaj spoczywają szczątki doczesne Franciszka Marto, któremu ukazała się Matka Boża. 13 marca 1952”. Błogosławiony jest przedstawiony jako pastuszek grający na fujarce, a wokół niego fruwają wróble.
Łucja, która doskonale znała Franciszka, dała o nim piękne świadectwo: „[…] miał kontemplacyjne spojrzenie, którym karmił wewnętrzną ciszę. Czuł przyrodę jak ktoś, kto czuje stworzenie i zatapia się w pięknie Stwórcy. Wypełniał go pokój, który potrafił przekazać swoim towarzyszom. Dla nich zawsze był znakiem zgody, nawet kiedy spotykały go obelgi i pojawiały się spory. Zachwycał się wschodem i zachodem słońca, które było jego ulubioną latarnią, latarnią naszego Pana”.
Hiacynta po objawieniach wyzbyła się wielu swych dziecięcych wad. Po latach siostra Łucja tak napisała o kuzynce: „Miała usposobienie zawsze poważne, skromne i miłe, które świadczyło o obecności Boga w całym jej postępowaniu. Właściwość spotykana u starszych ludzi, bardzo cnotliwych. Nigdy nie zauważyłam u niej przesadnej lekkomyślności ani tak częstego u małych dziewcząt spotykanego zapału do stroju i gier”. Ludzie podziwiali jej postawę pełną cierpliwości, bezpretensjonalności i spokoju. Hiacynta bardzo przeżywała wizje, których ukazała jej Piękna Pani: piekła, okrucieństwa przyszłej wojny i cierpienia Ojca Świętego. Odtąd miała pragnienie nawracania grzeszników, chcąc ich uchronić od kary potępienia. Mawiała: „O piekło! Piekło! Jakże mi żal dusz, które tam idą. Osoby, które tam są, żyją i palą się jak drewno w ogniu. […] dlaczego Matka Boska nie pokazuje piekła grzesznikom? Gdyby je zobaczyli, przestaliby grzeszyć, aby tam nie iść. Jak bardzo mi żal grzeszników! O, gdybym mogła pokazać im piekło!” Hiacynta kiedyś nawet zapytała wizjonerów: „Dlaczego nasza Pani nie pokazuje piekła ludziom? Może pod wpływem tego nawróciliby się?”. Zastanawiała się też, jakie to grzechy prowadzą do potępienia. Hiacynta dawała wiele rad i pouczeń tym, którzy do niej przychodzili w czasie choroby. Powtarzała, że „Matka Boża nie może już powstrzymać karzącego ramienia swojego ukochanego Syna, które zawisło nad światem”. Cały czas przypominała o potrzebie nawrócenia się, czynienia pokuty, przypominając, że jeśli to nie będzie spełnione, nadejdzie wojna, zamieszki, a wielu ludzi straci życie w okropnych męczarniach. Dużo mówiła na temat grzechu: „Grzechy, które prowadzą najwięcej dusz do piekła, to grzechy cielesne”, „Ludzie skazują się na potępienie, ponieważ nie myślą o śmierci Pana Jezusa i nie czynią pokuty”, „Wiele małżeństw jest złych, nie podobają się one Panu Jezusowi i nie pochodzą od Boga”.
Prosiła swoją matkę, aby szczególnie modliła się za księży i zakonników, podkreślając, że powinni się zająć sprawami Kościoła, a nie innymi. Stanowczo podkreślała, że „ […] jeśli rząd zostawi Kościół w spokoju i da wolność świętej religii, to Bóg będzie mu błogosławił”. Ostrzegała: „Biada tym, którzy prześladują religię naszego Pana”. Ponadto przypominała matce, aby nie szukała luksusu, uciekała od bogactw, by była miłosierna nawet dla tych, którzy są źli, a przede wszystkim okazywała cierpliwość oraz starała się umartwiać. Kiedyś zapytana, czy wie, co to znaczy być czystym, odpowiedziała: „Być czystym na ciele, znaczy utrzymywać niewinność; być czystym duchowo, znaczy nie popełniać grzechów: nie patrzeć na to, czego nie powinno się oglądać, nie kraść, nie kłamać, zawsze mówić prawdę, bez względu na to, ile to może kosztować”. Mała Hiacynta zaskakiwała głębią wygłaszanych nauk. Ponadto potrafiła przewidzieć pewne rzeczy, np. czyjeś dalsze losy, śmierć, zmiany w życiu kilku osób. Wiele z tych przepowiedni się sprawdziło i to w krótkim czasie po odejściu wizjonerki z tego świata.
Hiacynta z wielką cierpliwością dźwigała krzyż swojej choroby przez półtora roku. Po przebytej grypie przeszła przez odoskrzelowe zapalenie płuc, które następnie przekształciło się w gruźlicę niszczącą jej płuco. Powstał na nim ropień, a na lewym boku otworzyła się wielka rana. Ludzie, którzy ją odwiedzali, odnosili wrażenie, że mają do czynienia z kimś niezwykłym. Byli wręcz przekonani, że patrzą na przyszłą świętą. Nie okazywała bólu, aby nie martwić rodziców. Siostra Łucja tak opisuje zwierzenia Hiacynty: „Matka Boża powiedziała mi, że pojadę do Lizbony do innego szpitala, że już więcej ciebie nie zobaczę ani moich rodziców. Powiedziała też, że nacierpiawszy się bardzo, umrę zupełnie sama. Ale nie mam się martwić, bo Ona przyjdzie po mnie i weźmie mnie do Nieba.”. Mimo cierpienia młodsza z dziewczynek zachowywała spokój. Łucja powiedziała o niej później: „Była tą, której – jak mi się wydaje – Matka Najświętsza przekazała największą obfitość łask, znajomości Boga i cnoty”.
W lipcu i sierpniu 1919 roku Hiacynta przebywała w szpitalu w Vila Nova de Ourém. Gdy odchodził Franciszek, dała mu polecenie: „Pozdrów ode mnie Pana Jezusa i Matkę Boską i powiedz im, że będę cierpieć, ile tylko zechcą, za nawrócenie grzeszników i jako wynagrodzenie za zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi”. Prosiła też swoją kuzynkę, aby powiedziała Jezusowi, że posyła mu wszystkie swoje myśli. Hiacynta powróciła do domu, ale ropne zapalenie opłucnej przybierało na sile. Podczas codziennych zabiegów cierpiała bez skargi, nie dając poznać po sobie bólu i zniecierpliwienia. W dniu 21 stycznia 1920 roku zabrano ją do lizbońskiego szpitala. Umieszczona została początkowo w sierocińcu Cudownej Matki Bożej. Po 12 dniach dziewczynkę przyjęto do szpitala Dona Estefania. Tam 10 lutego została operowana. W czasie pobytu w szpitalu Hiacynta miała kilka prywatnych objawień Matki Bożej, w trakcie których Maryja zapewniała ją, że Jezus ją kocha.. Wizjonerka mówiła wszystkim, żeby się nie martwili, gdyż odchodzi do nieba. Gdy ją pytano, czy czegoś potrzebuje, odpowiadała przecząco. W dalszym ciągu umartwiała się, czasami odmawiając nawet przyjmowania napojów. Podkreślała, że to ofiara składana za grzeszników. Kiedyś otrzymała od Łucji obrazek serca Chrystusowego. Patrząc na niego, stwierdziła, że jest brzydki, a przedstawiona na nim postać w niczym nie przypomina Pana Jezusa, ale przyjęła podarunek. Całowała go, pytając przy okazji, czy nikt nie ma obrazka z sercem Maryi, gdyż chce mieć oba wizerunki.
W dniu 20 lutego 1920 roku Hiacynta wyznała, że źle się czuje i umrze. Przybył do niej ksiądz, aby ją wyspowiadać. Obiecał też przynieść jej wiatyk. Hiacynta zmarła około 22.30, nie doczekawszy następnego dnia. Odchodziła w samotności, w ostatnich chwilach życia nie było przy niej nikogo. Jej ciało przeniesiono do pobliskiego kościoła Świętych Aniołów, gdzie przebywało do 24 lutego. Następnie złożono je w rodzinnym grobowcu barona de Alvaiazera na cmentarzu Vila Nova w Ourém. Wzruszająca jest modlitwa ułożona przez Łucję w pierwszym Wspomnieniu:

O ty, co przez ziemię
Przeszłaś w locie,
Hiacynto droga,
W bólu silnym,
Kochając Jezusa,
Nie zapomnij prośby,
Którą Ci złożyłam.
Bądź mi przyjaciółką.
Przed tronem Panny Maryi,
Lilio czystości, perło błyszcząca,
Tam w niebie,
Gdzie żyjesz triumfująca,
Serafinie miłości!
Wraz z twym braciszkiem
Módl się za mnie
U stóp Pana.

W dniu 12 września 1935 roku otwarto trumnę. Jakież było zdziwienie, kiedy się okazało, że ciało Hiacynty zostało nietknięte. Tego samego dnia przeniesiono je z rodzinnego grobowca barona Alvaiazere na cmentarz w Fatimie i pochowano obok grobu Franciszka. Z tej okazji biskup Leirii polecił Łucji, aby zaczęła spisywać wszystkie zapamiętane informacje na temat swojej kuzynki. W 1937 roku poproszono ją o dokumentowanie wspomnień z czasu objawień. W 1938 roku powstały kolejne relacje, w tym opisy duchowego życia Hiacynty i dwóch pierwszych tajemnic fatimskich. Warto dodać, że wspomnienia spisane w 1941 roku powstały na życzenie biskupa i przedstawiały duchowe życie Franciszka.
Ciało Hiacynty pozostawało na cmentarzu fatimskim do 30 kwietnia 1951 roku. Rodzeństwo w dniu 1 maja złożono w bazylice w Cova da Iria, w kaplicy, po lewej stronie głównego ołtarza. Obecnie ciała dwójki pastuszków są w bazylice fatimskiej. Wstępne procesy beatyfikacyjne rozpoczęły się w 1949 roku. Pierwszy etap procesu diecezjalnego w sprawie uznania heroiczności cnót rozpoczął się 30 kwietnia 1952 roku. Zakończono go 2 lipca 1979 roku w części dotyczącej Hiacynty, a 3 sierpnia – w sprawie Franciszka. W dniu 13 maja 1989 roku Jan Paweł II podpisał dekret o heroiczności cnót Franciszka i Hiacynty Marto, 28 czerwca 1999 roku opublikowano niezbędny do beatyfikacji dekret o oficjalnym uznaniu cudu uczynionego za ich pośrednictwem. Cud, który otworzył drogę do ich beatyfikacji, został zatwierdzony 22 czerwca 1999 roku.
W dniu 13 maja 2000 roku w Fatimie Jan Paweł II beatyfikował Franciszka i Hiacyntę, których wspomnienie obchodzimy 20 lutego. Po raz pierwszy w historii Kościoła do grona błogosławionych włączono małe dzieci niebędące męczennikami. Podczas uroczystości Serafim de Sousa, biskup diecezji Leiria-Fatima, podkreślił: „Ojciec Święty, wynosząc w tym momencie historii Hiacyntę i Franciszka do chwały ołtarzy, docenia dzieci i młodzież. Wskazuje model do naśladowania: dwoje pełnych życia i energii dzieci, które cechuje jednocześnie bogate życie duchowe. Modlą się i dostrzegają głęboki sens cierpienia, czyniąc gesty miłosierdzia”. Jan Paweł II w homilii beatyfikacyjnej konstatował: „Wysławianie Jezusa przybiera dziś uroczystą formę beatyfikacji dwojga pastuszków – Franciszka i Hiacynty. Przez ten obrzęd Kościół pragnie jak gdyby postawić na świeczniku te dwie świece, które Bóg zapalił, aby oświecić ludzkość w godzinie mroku i niepokoju. Niech rozjaśniają one drogę tej niezmierzonej rzeszy pielgrzymów i wszystkich, którzy towarzyszą nam za pośrednictwem radia i telewizji. Niech tych dwoje będzie przyjaznym światłem, oświetlającym całą Portugalię, a w szczególny sposób tutejszą diecezję Leiria-Fatima”.
W uroczystościach brała udział siostra Łucja, która miała okazję jeszcze raz duchowo spotkać się z drogimi jej sercu kuzynami, a także porozmawiać z Ojcem Świętym. W ramach tej duchowej więzi nastąpiła wymiana lasek między papieżem a wizjonerką.
To właśnie najstarsza z trójki pastuszków, Łucja, miała do spełnienia nadzwyczajną misję wyznaczoną jej przez Boga. Po objawieniach trudno było jej funkcjonować w domu rodzinnym i w miasteczku, ponieważ uznawano ją wręcz za oszustkę. Nowy proboszcz parafii, ks. Boicinha, wysłuchawszy spokojnie jej relacji po drugim objawieniu, podkreślił, że podobne zjawiska mogą pochodzić także od szatana i należy te widzenia traktować z dystansem. Na koniec dodał: „Nie wydaje mi się, aby to objawienie było z nieba. Gdy się coś podobnego zdarza, posyła zwykle Pan Bóg te dusze, którym się udziela, do spowiednika czy proboszcza, aby im dać sprawozdanie. A tu jakaś powściągliwość, coś niewyraźnego i sztuka diabła to może być”. Łucja bardzo przeżyła to spotkanie. Wkrótce miała sen, podczas którego diabeł, chichocząc, usiłował wciągnąć ją do piekła. To jeszcze bardziej zasiało wątpliwości w sercu wizjonerki. Jej ojciec coraz częściej wymykał się z domu do karczmy, gdzie pił i grał w karty, tracąc pieniądze. Matka, która poważnie zachorowała, biła Łucję, zmuszając, aby odwołała swoje zeznania. Ponadto wielu ludzi przychodziło na miejsce objawień i tratowało ziemię, którą niegdyś uprawiała jej rodzina. Wszyscy obwiniali dziewczynkę o te kłopoty i chorobę matki. Kiedy stan kobiety pogorszył się, zrozpaczone rodzeństwo uzależniło uznanie prawdziwości objawień od jej wyzdrowienia. Łucja poprosiła Maryję o pomoc. Matka wyzdrowiała, ale wkrótce umarł ojciec. Był to człowiek zdrowy i silny, więc wszyscy się zastanawiali, dlaczego w ciągu 24 godzin wywiązało się podwójne zapalenie płuc, które okazało się dla niego śmiertelne.
Następnym ciosem była strata towarzyszy objawień. Łucja gorzko opłakiwała odejście Franciszka i Hiacynty. Jeszcze w 1941 roku napisała: „Nie potrafię oddać słowami mego bólu. Jego cierń po tylu latach wciąż tkwi w moim sercu”. Podczas objawień Maryja powiedziała jedynie: „[…] pozostaniesz na ziemi przez pewien czas…”. Łucji została bowiem wyznaczona misja: „Bóg chce posłużyć się tobą, abym była lepiej znana i bardziej miłowana. Chce On ustanowić na świecie kult mego Niepokalanego Serca”.
Po przywróceniu diecezji w Leirii dziewczyna została wezwana do nowego biskupa J.A.C. da Silvy, który chciał poznać historię objawień. Po rozmowie zachęcił ją, aby nadal zachowywała przekazane jej tajemnice, starała się być dobra, ale też opuściła Fatimę, odcięła się do atmosfery pogoni za sensacją i rozpoczęła dalsze kształcenie.
W dniu 7 czerwca 1921 roku Łucja wstąpiła do kolegium prowadzonego przez siostry św. Doroty w Vilar, w dzielnicy miasta Porto. Odtąd prowadziła skromne, ciche życie. Była zobowiązana do zachowania anonimowości, musiała zatem ukrywać swoją tożsamość. Miała dodatkowo ograniczone kontakty z pozostałymi uczennicami. Ciężko jej było odciąć się od wydarzeń fatimskich. W szkole uczyła się m.in. szycia, haftowania, gotowania, pisania na maszynie, a także dobrych manier. Gdy skończyła 18 lat, zaczęła się zastanawiać nad swoją dalszą drogą życiową. Jej pragnieniem było życie karmelitańskie, silnie bowiem oddziałała na nią lektura Dzieje duszy św. Teresy z Lisieux. Przełożona, dowiedziawszy się o zamiarach Łucji, odradzała jej ten wybór, tłumacząc, że nie poradzi sobie w tak surowym zakonie. Jednak 24 października 1925 roku Łucja wstąpiła jako postulantka do Zgromadzenia Sióstr Świętej Doroty w Tuy, w Hiszpanii. Początkowo przydzielono jej zadanie sprawowania opieki nad ogrodem, a później dbania o porządek w domu, kuchni i refektarzu. Przez pewien czas przebywała w Pontevedra. Przełożona podkreślała jej gorliwość i zaangażowanie oraz bardzo dobry wpływ na pozostałe towarzyszki: „W niektórych rozmowach, które prowadziła w czasie rekreacji, niejedna siostra otrzymała lepsze zrozumienie reguły i postanowiła zachować ją z większą sumiennością”. Łucja miała kolejne widzenie 10 grudnia, tym razem jednak ujrzała Madonnę w swojej celi. Najświętsza Maryja Panna zjawiła się razem z Dzieciątkiem Jezus. Położyła rękę na ramieniu Łucji, w drugiej trzymając serce otoczone koroną cierniową. Jezus, wskazując na nie, wypowiedział następujące słowa: „Zlituj się nad Sercem Twej Najświętszej Matki okolonym cierniami, które niewdzięczni ludzie wbijają w każdej chwili, a nie ma nikogo, kto by przez akt zadośćuczynienia te ciernie powyjmował”. Maryja obiecała towarzyszyć w godzinę śmierci wszystkim tym, którzy w ciągu pięciu miesięcy w pierwsze soboty wyspowiadają się, przyjmą Komunię Świętą, odmówią cząstkę różańca i przez piętnaście minut będą rozważać tajemnice różańcowe. W dniu 15 lutego 1926 roku Łucji ponownie objawiło się Dzieciątko Jezus, pytając, czy rozpowszechnia nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Zadanie to nie było łatwe, ponieważ tak ważną rzecz musiały zatwierdzić wyższe władze.
Łucja została nowicjuszką 2 października. Kilka tygodni później, 17 grudnia 1927 roku, otrzymała kolejne polecenie od Jezusa. Usłyszała je po tym, jak zapytała spowiednika, czy zacząć spisywać łaski otrzymane w Cova da Ira i ujawnić tym samym tajemnice fatimskie. Chrystus nadal nakazywał jej milczenie. Pierwsze śluby złożyła 3 listopada 1928 roku. W kolejnym widzeniu Matka Najświętsza poleciła Łucji, aby Kościół dowiedział się o potrzebie poświęcenia Rosji Sercu Maryi i obietnicy nawrócenia tego kraju. Odtąd za zgodą władz zakonnych siostra miała pozwolenie na specjalne modlitwy w tej intencji. Podczas jednej z nich, 13 czerwca 1929 roku, doznała kolejnego widzenia. Kaplica rozbłysła niesamowitym blaskiem, a jej oczom ukazał się niezwykły obraz. Nad ołtarzem pojawił się krzyż, Bóg Ojciec z Gołębicą i przybite do krzyża ciało Chrystusa. Poniżej widać było kielich i Hostię, na którą z twarzy Chrystusa spływały krople krwi. Pod prawym ramieniem krzyża stała Matka Boża (z wizji fatimskiej) z koroną z cierni i płomieniami, trzymająca w lewej ręce swe serce. Pod drugim ramieniem krzyża ukazały się litery: „Łaska i Miłosierdzie”. Matka Boża powiedziała, że nadszedł moment, kiedy Ojciec Święty z biskupami świata ma poświęcić Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Nadal wzywała do modlitwy. Prośba dzięki władzom kościelnym dotarła do Piusa XI, jednak nie dokonano aktu poświęcenia. Łucja jednak pamiętała przestrogę Jezusa, który powiedział jej, że niespełnienie tego apelu spowoduje dalsze rozprzestrzenianie się błędnej doktryny panującej w Rosji i pociągnie za sobą konsekwencje w postaci wojny i prześladowania Kościoła. Siostra napisała w tej sprawie kilka listów do spowiednika. W nocy z 29 na 30 maja 1930 roku Jezus ponownie objawił się Łucji, wyjaśniając, że nabożeństwo pierwszych sobót może być przeniesione także na niedziele. Wyjaśnił także jego tajemnicę, wskazując na różne zniewagi i bluźnierstwa przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
W 1934 roku Łucja złożyła śluby zakonne, przyjmując imię Marii das Dores (Marii od Boleści). Odtąd wykonywała wiele skromnych prac w różnych klasztorach. W 1937 roku wróciła do Tuy, gdzie przydzielono ją do pralni, refektarza i zakrystii. Ponadto nauczała dzieci katechizmu. Szczególnie oddawała się modlitwie podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. W czasie rewolucji komunistycznej z uwagi na bezpieczeństwo przeniesiono ją do Kolegium w Vila Nova de Gaia.
W liście do jezuity, José Bernardo Gonçalvesa, z 25 stycznia 1935 roku siostra Łucja napisała: „[…] nasz Pan jest bardzo niezadowolony, że nie spełniono Jego prośby”. W nocy 25 stycznia 1938 roku pojawiła się na niebie dziwna jasność, co wizjonerka odczytała jako znak, iż spełni się przepowiednia kary. Mimo iż wkrótce świat pogrążył się w wojnie, Łucja otrzymywała wieści, iż coraz więcej ludzi nawiedza to miejsce objawień, a wiele osób doznaje szczególnych łask. W dniu 2 grudnia wizjonerka z Fatimy zwróciła się do papieża Piusa XII z prośbą o ustanowienie nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca, przypominając o akcie ofiarowania Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Jej apel został spełniony i 31 października 1942 roku dokonano poświęcenia.
W 1941 roku Łucja otrzymała od biskupa Leirii nakaz przygotowania materiałów dotyczących życia Hiacynty, a od Jezusa pozwolenie na opisanie dwóch części tajemnicy z 13 sierpnia 1917 roku. Trzecią przedstawiła 3 stycznia 1944 roku. Jej treść dostarczono do rezydencji biskupa 17 czerwca i schowano w kasie pancernej z adnotacją, że może być otwarta dopiero w 1960 roku przez patriarchę Lizbony, gdyż wówczas będzie lepiej zrozumiała. W 1957 roku na polecenie Kongregacji Świętego Oficjum koperta została przesłana do Rzymu i umieszczona w specjalnym archiwum. W 1959 roku z treścią tajemnicy zapoznał się Jan XXIII, podobnie uczynił to w 1957 roku następny papież, Paweł VI. Obaj nie ujawnili, kogo i czego ona dotyczy. Jan Paweł II zapoznał się z nią 18 lipca 1981 roku, kojarząc, że mowa w niej zamachu na jego osobę. Dopiero 13 maja 2000 roku zlecił, aby sekretarz, Angelo Sodano, opublikował ją w całości.
Siostra Łucja nadal otrzymywała w objawieniach kolejne polecenia od Jezusa. W 1943 roku usłyszała wyraźny nakaz, aby biskupi Hiszpanii i Portugalii odprawili wspólnie rekolekcje. Jezus oświadczył, że nawrócenie Rosji przesunie się w czasie, gdyż nie wszystko, o co prosiła Maryja, zostało dopełnione. Warto dodać, że dopiero 7 lipca 1952 roku papież Pius XII poświęcił narody Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, a Paweł VI 21 listopada 1964 roku zawierzył Matce Bożej cały rodzaj ludzki. W trakcie pielgrzymki do Fatimy, 13 maja 1982 roku, Jan Paweł II, chcąc spełnić polecenie Maryi, dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Niestety, list papieski nawołujący hierarchów Kościoła do udziału w uroczystości nie dotarł na czas do wszystkich.
Papież zdawał sobie sprawę, że musi dokonać powtórnie aktu zawierzenia, ponieważ nie wszyscy biskupi mogli się z nim połączyć w modlitwie w 1982 roku. Ponowił go 25 marca 1984 roku, w święto Zwiastowania, podczas uroczystości zamykającej Święty Rok Odkupienia. Tym razem poczynił staranne przygotowania. Listy zapraszające wszystkich biskupów świata do towarzyszenia papieżowi w akcie poświęcenia zostały wysłane z ponad 3-miesięcznym wyprzedzeniem (z datą 8 grudnia 1983 roku). Wystosowano nawet pisma do biskupów Kościoła Prawosławnego. Warto dodać, że część z nich na nie odpowiedziała. Ojciec Święty zebrał dokładnie wszystkie fakty dotyczące poświęcenia i zapoznał się z tekstami, które były wykorzystywane przez jego poprzedników. Skonsultował się również z samą siostrą Łucją (już wcześniej rozmawiał z nią osobiście w 1982 roku podczas wizyty w Fatimie). Po raz pierwszy w historii Kościoła Katolickiego papież zrobił tak wiele, aby spełnić żądania niebios przekazane w prywatnym objawieniu.
Ojciec Święty dokonał uroczystego aktu poświęcenia w uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, w obecności przybyłych biskupów, przed sprowadzoną specjalnie na tę okazję figurą Matki Bożej Fatimskiej. W liście do papieża z 8 listopada 1989 roku siostra Łucja potwierdziła, że ten akt zgodny jest z tym, o co prosiła Maryja. Jan Paweł II jeszcze raz, 8 października 2000 roku, na placu św. Piotra przed przywiezioną z Fatimy figurą Matki Bożej poświęcił Trzecie Tysiąclecie i świat Matce Najświętszej. Dzień wcześniej (święto Matki Bożej Różańcowej) modlono się na różańcu, podczas którego obecna była siostra Łucja. Ona też odmówiła ostatnią tajemnicę różańcową.
Wizjonerka miała sposobność odwiedzić Fatimę 20 maja 1946 roku. Nawiedziła miejsca szczególnie bliskie jej sercu, miejsca objawień, kościół parafialny oraz groby Hiacynty i Franciszka. Spotkała się z żyjącymi członkami rodziny, przyjaciółmi i znajomymi.
Łucja opuściła Zgromadzenie Sióstr Świętej Doroty 25 lutego 1948 roku, po otrzymaniu zezwolenia od papieża Piusa XII, wstąpiła następnie do Karmelu w Coimbrze. Przyjęła imię Marii Łucji od Jezusa i Niepokalanego Serca. Śluby zakonne jako karmelitanka złożyła 31 maja 1949 roku. Tak rozpoczęła ostatni etap swego życia w zakonie, przebywając w nim na modlitwie aż 57 lat, trwając w samotności, w atmosferze ciszy i skupienia, upowszechniając jednocześnie fatimskie orędzie.
Nie przestawała dążyć do świętości, zwłaszcza dzięki treściom przekazanym jej przez Piękną Panią. Cała bogata korespondencja, świadectwa gości odwiedzających ją za pozwoleniem hierarchów Kościoła, łaski otrzymane dzięki jej modlitwom i ponoszone przez nią ofiary wydobywają na jaw cnoty tej nadzwyczajnej zakonnicy, która przez tyle lat wypełniała swoją misję przekazaną jej przez Boga za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny.
W swoich listach siostra radziła wszystkim, aby przestrzegali zaleceń fatimskich. Starała się rozpowszechniać przesłanie Matki Bożej bez względu na trudności będące wynikiem działań szatana, który usiłował pokrzyżować plany Boże. Cechująca ją szczerość i optymizm zjednywały jej sympatię otoczenia. Kiedy papieżem został wybrany Karol Wojtyła, wizjonerka zawołała: „To jego widzieliśmy w Aljustrel cierpiącego, modlącego się i poświęcającego Rosję Najświętszemu Sercu Maryi w wielkim kościele!”. Późniejsze wydarzenia nie budziły wątpliwości, że to właśnie Jan Paweł II jest papieżem z trzeciej tajemnicy fatimskiej.
Kilka godzin przed zamachem Ojciec Święty wysłał do Fatimy telegram z okazji obchodzonej tam rocznicy pierwszego objawienia. Czytamy w nim: „Obecnie duchowo, Ojciec Święty pragnie zjednoczyć się ze wszystkimi w Matce Bożej, Matce naszego zawierzenia, aby zwrócić się do Chrystusa i błagać o zesłanie Ducha Świętego temu Kościołowi, by prowadził na spotkanie z Chrystusem, nawracał do Boga pełnego Miłosierdzia jako zadatek łask Bożych śle wszystkim swe apostolskie błogosławieństwo”. W dziesiątą rocznicę zamachu, podczas pielgrzymki do Fatimy po raz kolejny podkreślił szczególną moc Maryi.
Siostra Łucja spotkała się z Janem Pawłem II w dniu 13 lutego 1982 roku. Ich rozmowa trwała około 20 minut. Wizjonerka podarowała Ojcu Świętemu 2-tomowe dzieło Matka Boża i Portugalia, sto wykonanych przez siebie różańców oraz inne drobne upominki przypominające o objawieniach fatimskich. Od papieża otrzymała pudełko z różańcami. Jan Paweł II podpisał na jej prośbę 2 obrazy Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny dla klasztoru w Coimbrze i kilka egzemplarzy swojego błogosławieństwa. Poprosił ją także o modlitwę w intencji beatyfikacji Hiacynty i Franciszka. Podczas Mszy Świętej przyjęła Komunię Świętą z rąk papieża. Towarzyszyła mu także w procesji pożegnalnej, której ważnym punktem było nawiedzenie grobów dwójki zmarłych wizjonerów z Fatimy. Niezwykle wzruszający był moment, kiedy Jan Paweł II przygarnął zakonnicę do siebie i złożył pocałunek na jej welonie, po czym zamienił z nią kilka słów.
Siostra Łucja, będąc w podeszłym wieku, cierpiała na ostre bóle reumatyczne. W styczniu spotkała się ze swoim siostrzeńcem, kapłanem, który, dzieląc się z nią troskami duszpasterskimi, usłyszał w odpowiedzi: „Proś Boga, Jego to nic nie kosztuje, a nam pomaga!”. Niezmierną radością napełnił ją otrzymany przed śmiercią list od Jana Pawła II, który odczytała jej matka przełożona.
Dowiedziawszy się o chorobie papieża, Łucja ofiarowała za niego swoje zdrowie. Przełożona ujrzała ją bliską śmierci 13 lutego. Wezwała lekarza, który później opowiadał: „W tych ostatnich chwilach, przyniesiono jej krucyfiks. Pocałowawszy go, otwarła szeroko oczy i w całkowitym spokoju, z łagodnością wydała ostatnie tchnienie”. Urodzona w Wielki Czwartek siostra Łucja odeszła do wieczności w wieku 98 lat w niedzielę, 13 lutego 2005 roku o godz. 17.35. Uroczystości pogrzebowe miały miejsce wieczorem, 15 lutego, w katedrze w Coimbrze. Tłum wiernych odprowadzał ją do sanktuarium.
Oprócz sióstr karmelitanek obecni byli także przedstawiciele episkopatu Portugalii, nuncjusz papieski i specjalny wysłannik Ojca Świętego – kardynał Bertone. Biskup Coimbry zacytował słowa papieża: „[…] z głębokim wzruszeniem wspominam więzy duchowej przyjaźni łączące mnie z nią. Czułem zawsze wsparcie jej codziennego daru modlitwy, szczególnie w ciężkich chwilach próby i cierpienia. Niech Pan wynagrodzi jej wielką, ukrytą posługę, jaką oddawała ona Kościołowi. […] Wierzę, że przechodzącą z ziemi do nieba siostrę Łucję przyjęła właśnie Ta, którą wiele lat temu widziała ona właśnie w Fatimie”. Zgodnie z pragnieniem wizjonerki pochowano ją skromnie, w zwykłym grobie na cmentarzu karmelitańskim. Po upływie roku jej szczątki zostały przewiezione do Fatimy i umieszczone w bazylice obok grobowców Hiacynty i Franciszka.
W jej biografii czytamy: „Doświadczyła zwodniczych uroków świata, pokus diabła, odezwał się w niej zew natury. Lecz wszystko to przezwyciężyła heroicznością, wiernością swojemu »tak«, wypowiedzianemu 13 maja 1917 roku. Świat był dla niej jedynie drogą podążania do Boga i z krętych ścieżek wciąż wracała na prostą jak promień światła drogę, zgodnie ze swym wewnętrznym pragnieniem, złożonym postanowieniem i wielkoduszną ofiarą dla dobra drugich: »Chcę, aby moje życie było śladem światła, które świeci na drogach moich braci, wskazując im wiarę, nadzieję i miłość«”. Siostra Łucja nie jest jeszcze świętą, ale według sondaży aż 94% wiernych ją za taką uważa. Wszyscy są zgodni co do potrzeby wszczęcia procesu beatyfikacyjnego.
Dopełniając obrazu tej ostatniej wizjonerki fatimskiej, warto dodać, że wydarzenia fatimskie zostały opisane w kilku tomach. Oprócz wspomnień siostra Łucja opublikowała w 2002 roku ukończoną 25 marca 1997 roku książkę Gli apelli del messaggio di Fatima – Apele fatimskich orędzi. Odpowiada w niej na liczne, nagromadzone przez lata listy z pytaniami i prośbami, nie tylko dotyczącymi Fatimy. Wizjonerka zawarła w nich to, co było istotą objawień. Wypływa z nich przesłanie, że „[…]całe nasze życie przenika łaska miłosierdzia. Dobro, jakie pochodzi z łaski, zło, jakie popełniamy, wymazuje miłosierdzie. Łaska Boga umieściła nas w tym życiu, a Jego miłosierdzie wprowadzi nas w przyszłe życie”.

Podsumowanie

Losy Łucji, Franciszka i Hiacynty pokazują, jak wielka jest istota łaski i miłosierdzia Bożego. W życiu małych pastuszków widać nieskończoną dysproporcję między bogatymi w konflikty dziejami ludzi pysznych i możnych, a historią pokornych wizjonerów żyjących w prostocie ducha, wierzących, że przemawia do nich Matka Najświętsza, przekazując swe orędzie.
To właśnie wizja Pani jaśniejszej od słońca była dla trójki dzieci impulsem, który odmienił ich życie, wprowadzając ich na drogę modlitwy, ofiary i pokuty. Duchowość Franciszka, Hiacynty oraz Łucji, tak bardzo prosta i autentyczna, jest apostolska. Zawierają się w niej tajemnice Chrystusa, Maryi i Kościoła, które jednoczy istota Trójcy Przenajświętszej jako źródło wszystkich tajemnic.
To właśnie tymi małymi dziećmi posłużył się Bóg, chcąc przekazać przez Maryję ważne przesłanie dla świata i chrześcijan. Można zapytać, dlaczego właśnie wybrał sobie tę trójkę. Pastuszkowie wzrastali w ubogim środowisku rodzinnym, w spokojnej wiosce położonej na uboczu. Otrzymali proste, chrześcijańskie wychowanie. Rodzice dbali, aby dzieci mogły wyrosnąć na prawych ludzi, pełnych prostoty, zaangażowania w pracę i wypełniających obowiązki codzienne, a przede wszystkim zdolnych do miłości do drugiego człowieka. Otwarci byli na Bożą miłość, mieli „wewnętrzne pragnienie przebywania w objęciach Boga”, co zaświadcza w swych wspomnieniach Łucja. Życie pastuszków już do końca potoczyło się zgodnie z planem Bożym. Pomimo trudności i narastającej wokół nich atmosfery nieufności godnie podjęli swą misję, ufając, że Matka Najświętsza będzie chronić ich przed atakami zła. Mając niewiele lat, doskonale rozumieli, czym jest modlitwa i ofiara. Pod wypływem niezwykłych spotkań z Piękną Panią w dotąd beztroskich dzieciach następowały korzystne przemiany. Zarówno życie Franciszka, jak i Hiacynty było krótsze i prostsze. Swoje cierpienie przebyte na skutek kilkumiesięcznej choroby ofiarowali jako dar z siebie samych za grzeszników, poczyniony w intencji Kościoła i cierpiących, drogich im ludzi. Nikt nie przypuszczał, że w młodym wieku będą zdolni do tak wielkiej miłości. Słusznie ktoś podkreślił, iż obchodzone 20 lutego liturgiczne wspomnienie bł. Franciszka i Hiacynty Marto jest powtarzaną co roku zachętą dla wiernych i pielgrzymów, aby wpatrywali się w te dwie świece, które Bóg zapalił, oraz czerpali wzór świętości, do której wszyscy są przez Boga powołani. Kościół beatyfikował ich, ponieważ po objawieniach przemienili swoje życie, całkowicie ukierunkowując je na Boga. Nie dokonali nadzwyczajnych czynów, ale całą swą uwagę skupili na Najwyższym.
W przeciwieństwie do dwojga małych wizjonerów Łucja przeżyła wiele lat, mając świadomość specjalnej misji, do jakiej powołał ją Stwórca. Wypełniła ją do końca, odpowiadając na pragnienie Boga miłosierdzia, aby świat został poświęcony Niepokalanemu Sercu Maryi. Zarówno na początku, jako skromna pasterka, jak i później, kiedy poświęciła się życiu konsekrowanemu, nie przestała świadczyć o miłości Boga, o Jego obecności w tajemnicy Komunii Świętej. Dożyła chwili, kiedy spełniła się jej misja, kiedy jej kuzyni zostali ogłoszeni błogosławionymi i stali się wzorem otwarcia na plany Boga i na Jego bezgraniczną miłość.
Historia Fatimy trwa nadal. Akt poświęcenia, o który prosiła Matka Najświętsza, ma przynieść kolejne owoce. Mamy w nim uczestniczyć, aby przyspieszyć czas triumfu Niepokalanego Serca Maryi. „Moc tego poświęcenia – mówi Ojciec Święty – trwa przez wszystkie czasy, ogarnia wszystkich ludzi, ludy i narody, przewyższa zaś wszelkie zło, jakie duch ciemności zdolny jest rozniecić w sercach człowieka i jego dziejach: jakie też rozniecił w naszych czasach”. Trzeba kierować się fatimskim orędziem tak, jakby zostało ono wypowiedziane do nas osobiście, jak gdybyśmy należeli do grona Hiacynty, Franciszka, Łucji. Mamy odnawiać w sobie co dzień akt zawierzenia i poświęcenia.
Papież w Fatimie mówił: „O Serce Niepokalane Najchwalebniejszej Dziewicy Maryi! Pozdrawiam Cię jako Serce Matki Bożej, Matki Odkupiciela, rodzaju ludzkiego, Pośredniczki wszelkich łask, władnej Królowej świata oraz mojej czułej Matki. W zjednoczeniu z Sercem Jezusa, Twojego Najmilszego Syna, poświęcam i oddaję się Tobie całkowicie i bez zastrzeżeń, wołając: Totus Tuus ego sum et omnia mea tua sunt. O Serce Maryi, cały należę do Ciebie i wszystko, co tylko posiadam, jest Twoje. Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcam życie moje i całą działalność moją, zmysły i władze, dobra duchowe i doczesne, przyrodzone i nadprzyrodzone, zewnętrzne i wewnętrzne, przemijające i trwałe, moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – bez zastrzeżeń – mój czas, życie, wieczność, niebo, serce moje, ciało, duszę, osobę i w ogóle całą moją istotę – wszystko! O Niepokalane Serce mojej Najczystszej Matki, roztocz nade mną swoje władne królowanie i rozporządzaj mną i tą całą moją ofiarą według zamiarów i upodobań Bożych. O Serce gorejące Bożą miłością, zdaję się zupełnie na Ciebie, powierzam się Tobie. Bądź moim światłem i mocą, moim oparciem i pomocą, odpoczynkiem i schronieniem, radością i życiem, moim orędownikiem i moim wszystkim po Najświętszym Sercu Jezusa, mojego Króla i Oblubieńca. Przyrzekam Ci, o Serce Nieskalane, unikać za Twoim przykładem wszelkiego grzechu i niedoskonałości, które jak ostre kolce mogłyby Ciebie ranić. Pragnę, by odtąd każda chwila mojego życia była jednym, czystym aktem miłości do Jezusa, pełnionym w zjednoczeniu z Twoim, Maryjo, Niepokalanym Sercem. Chcę żyć, pracować, modlić się i cierpieć, walczyć i umierać dla przyspieszenia nadejścia królestwa Serca Jezusowego przez królowanie Twojego Macierzyńskiego Serca. O Serce Panny wiernej i Ucieczki grzeszników, uczyń mnie wiernym uczniem i naśladować Jezusa, wzbudź we mnie wstręt do grzechu i mentalności tego świata, obdarz mnie duchem dziecięctwa Bożego, stwórz we mnie serce czyste, odważne i mężne. Pomnażaj we mnie życie Boże zjednoczone z Trójcą Przenajświętszą, bym za Twoim orędownictwem osiągnął już tu, na ziemi, taki stopień świętości, a w wieczności – taki stopień chwały, jakie mi Bóg zgotował od wieków. Amen”.
Mamy uczestniczyć w tym akcie, aby przyspieszyć czas triumfu Niepokalanego Serca Maryi. ,,Moc tego poświęcenia – mówił Ojciec Święty – trwa przez wszystkie czasy, ogarnia wszystkich ludzi, ludy i narody, przewyższa zaś wszelkie zło, jakie duch ciemności zdolny jest rozniecić w sercu człowieka i jego dziejach: jakie też rozniecił w naszych czasach”. Z tego też względu mamy odnawiać w sobie co dzień akt zawierzenia i poświęcenia. „Wezwanie Maryi nie jest jednorazowe. Jej apel musi być podejmowany z pokolenia na pokolenie, zgodnie z coraz nowymi »znakami czasu«. Trzeba do niego nieustannie powracać. Trzeba go podejmować wciąż na nowo”.
Objawienia fatimskie wywarły wyraźne piętno na życiu trójki pastuszków, wręcz wyznaczyły jego kierunek. Spotkania, najpierw z Aniołem Pokoju, a potem z Piękną Panią, sprawiły, że w dzieciach nastąpiła przemiana. Przyjęły stojące przed nimi zadania z absolutnym posłuszeństwem. Oddały się Bogu, chcąc jak najpełniej wypełnić swą misję. Zrozumiały, że konieczne jest duchowe przebudzenie się świata, który musi podjąć walkę ze złem. Maryja przypomniała o tym, że jesteśmy przede wszystkim powołani do świętości. Mamy postępować według nauki Kościoła, który jest wspólnotą modlitwy w jedności i miłości. Matka Boża tłumaczyła, że to grzech zabija miłość, a co gorsza jego pojęcie zostało zniekształcone.
Warto podkreślić, że celem orędzia fatimskiego nie było i nie jest budzenie strachu i grozy. Maryja jak każda matka, kiedy widzi, że jej dziecko upada, pochyla się nad nim i bierze je w swoje ramiona. Jej apel jest więc pełen nadziei i miłości.

Tags:

Zobacz również

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *